Maldives

Warsaw – Dubai – Male – Nilandhoo – Daranboodhoo – Magoodhoo – Sri Lanka

07.2017

Malediwy, Malediwy … piękna kraino z tapety komputera 🙂

Wyspy odwiedziliśmy na własną rękę, łącząc wyprawę z odkrywaniem Sri Lanki – tak, to Sri Lanka była w tym roku moim celem, moją perełką.

Wyjazd planowałam sama i dzięki Bogu wszystko poszło zgodnie z planem, a nawet lepiej ! – … bo czasem trzeba zejść z wyznaczonej trasy, aby dać się ponieść spontaniczności i ryzyku – tutaj mam na myśli raczej Sri Lankę, bo Malediwy to piękna oaza spokoju 🙂

Przygotowując się do podróżny, dowiedziałam się kilku rzeczy o Malediwach, o których do tej pory nie miałam pojęcia…

Jak to dobrze, że człowiek ma całe życie na poznanie świata 🙂

Malediwy to w 100% muzułmański kraj – jesteś innej wiary – nie możesz tam zamieszkać, zmieniasz religię – musisz opuścić wyspy. Kobiety noszą hidżaby ( chusty zakrywające włosy i szyję, ale nie twarz) oraz burki (chusty okrywające głowę, odsłaniające jedynie oczy) oraz suknie osłaniające ręce oraz nogi. Są jednak bardzo nowoczesne : Codzienne treningi czy konta w serwisach społecznościowych – to dla nich chleb powszedni 🙂

Ja również przez cały pobyt miałam zasłonięte ramiona oraz nogi (oprócz pobytu na plaży). Oczywiście, mogłam się do tego nie stosować, ale bez szacunku do ludności, którą pragniesz poznać, nikt się przed Tobą nie otworzy, a tym bardziej nikt Cię nie polubi.

Jednak … jakie było moje zdziwienie, że Ci ludzie … szczególnie po tym, co słyszymy na co dzień w telewizji … byli NAJBARDZIEJ przyjaznymi, cudownymi i bezinteresownymi w swej pomocy oraz życzliwości ludźmi, jakich kiedykolwiek udało mi się poznać w trakcie moich podróży ! To prawda, że islam ma swoje odłamy, całe szczęście, że mieszkańcy Malediwów nie byli nasiąknięci tą radykalną odmianą 🙂

Większość ludzi na świecie słyszała o pięknych, rajskich, malediwskich plażach ( tak, one naprawdę wyglądają tak, jak na zdjęciach z folderów biur podróży – a ja zawsze myślałam, że są podkręcone graficznie , lecz tylko na niektórych z około 1200 wysepek turyści mogą kąpać się w bikini (wpływ religii). Służą do tego specjalnie wyznaczone obszary plaży – tzw. plaże bikini (są tak samo piękne, jak te zupełnie dzikie plaże, więc człowiek nic nie traci – my na naszych plażach byliśmy zawsze sami).

Przy wybieraniu wyspy kierowaliśmy się oczywiście możliwością kąpieli, ale najważniejsza była możliwość życia i obcowania z tamtejszą ludnością i przede wszystkim … mała liczba turystów. Od dłuższego czasu obserwowałam profil Pani Magdy – Polki, która zamieszkała na Malediwach i otworzyła guesthouse na wyspie Nilandhoo – więcej info u mnie, miło mi, że już kilka osób jest zainteresowanych. Ta wysepka spełniła wszystkie nasze oczekiwania – niesamowite plaże, cisza, spokój, cudowna natura i tylko my oraz jedna „biała” rodzina wśród 1600 mieszkańców Marzenia się spełniają !

Plaża od strony oceanu 🙂

Wszystkie plaże były tylko dla nas 😀

Plaże były usłane muszlami …

… a każda muszla posiadała swojego właściciela 😀

Nasi wierni towarzysze – kraby 🙂

Liczyliśmy je w setkach 😀

Na wyspach nie można kupić alkoholu – religia. Alkohol dostępny jest jedynie na wyspach-kurortach, gdzie za małe piwko życzą sobie 12 dolarów. Co do jedzenia, dominujące obiadowe potrawy to ryż i makaron z dodatkami – curry, kurczak, warzywa, ryby, owoce morza. Na kolacje Malediwiańczycy jedzą przeważnie niewielkie wypieki a la ciastka na słodko lub słono.

W wielu malediwskich potrawach dominuje tuńczyk. Typowe danie malediwskie, serwowane zawsze na śniadanie to mashuni – starty, młody kokos, tuńczyk, czerwona cebula, chili i zielone liście (odmiana ichniejszej kapusty). Przysięgam, mistrzostwo świata ! Danie podawane jest z malediwskimi plackami – roshi. Malediwczycy nie mają chleba.

Oczywiście nie mogłam zapomnieć o kokosach – turlających się pod nogami na każdym kroku (nigdzie wcześniej nie piłam tak pysznej wody kokosowej) oraz o moim faworycie – ananasach, których słodki zapach można było wyczuć już z dwóch metrów 🙂

Każdy poranek rozpoczynaliśmy orzeźwiającą wodą kokosową 🙂

Tak więc co robić na Malediwach ?

Odpoczywać ! 🙂 Malediwy to oaza spokoju… są oczywiście wyspy, niedaleko wyspy-stolicy – Male, które są mekką turystów np. Maafushi – tam dzieje się na pewno więcej – pensjonat przy pensjonacie, restauracja przy restauracji ( alkohol nie jest również sprzedawany na tych wyspach, za jego spożywanie można trafić na pół roku do więzienia – tak, bardzo tego przestrzegają).
Ja jednak chciałam uniknąć tłumów i jak najbardziej poznać te prawdziwe, dziewicze Malediwy.

Nie lubię leżeć na plaży, muszę być w ciągłym ruchu – tutaj podczas nietypowego karmienia rybek W naszym guesthouse wykupiliśmy kilka wycieczek – aby każdy dzień spędzać aktywnie. Oglądaliśmy delfiny w ich naturalnym środowisku – oceanie, nurkowaliśmy ( snorklowanie ), aby móc podziwiać florę i faunę raf koralowych, odbyliśmy wycieczkę na dwie niedaleko położone wyspy oraz posmakowaliśmy luksusu podczas całodziennego pobytu w kurorcie – a co, trzeba było poczuć, jak pachnie bogactwo i zobaczyć, jak wyglądają te słynne „domki na wodzie” 😀

Ale od początku … na lotnisku ( lotnisko jest oddzielną wysepką ) wylądowaliśmy po 12 h lotu, z przesiadką w Dubaju. Z lotniska do stolicy – najmniejszej stolicy świata – 2 km długości i 1 km szerokości – dopłynęliśmy łodzią (15 minut). Na drugi koniec wyspy – skąd odpływała nasza motorówka na wyspę Nilandhoo dojechaliśmy na przyczepie pick-upa – okazja to okazja

Na naszą wyspę motorówka odpływa zaledwie cztery razy w tygodniu – podróż trwała 3h. Pomimo ogromnych fal ( mogę się założyć, że doznałam stłuczenia mózgu ) zasnęliśmy jak dzieci na ławkach małej motoróweczki.
Tutaj – nasza przystań na Nilandhoo

Nilandhoo – cudowna, spokojna, zielona wysepka, która oczarowała nas od pierwszego spojrzenia. Piękny widok i zapach kwiatów, owoców, palm oraz oceanu…czego chcieć więcej ? Przy ostatnim zdjęciu dodam link do filmiku, nakręconego dronem przez jedno małżeństwo, które było na wyspie miesiąc przed nami – polecam !

Główna droga.

Droga na plażę.

Spokojny poranek na Nilandhoo 🙂

Ci bardziej zamożni mieszkańcy budują sobie wille.

Malediwskie kolory. Szkoda, że na na naszych wsiach tak nie ma

Każdy dom posiadał nazwę – nazwisko rodziny.

Malediwskie ogródki działkowe.

Popołudniowe łowienie ryb.

Każdą naszą wycieczkę rozpoczynaliśmy w przystani.

Podstawowy środek transportu.

Nasza “taksóweczka” 🙂

Tak jak pisałam wcześniej, ludzie na wyspach byli niesamowici. Tutaj nasz pierwszy wieczór, pierwsze wyjście na kolację do lokalnej „restauracji” – małej sali z kilkoma stolikami oraz biurkiem właściciela – liczącego pieniądze i pilnującego interesu. Już po chwili od postawienia przez nas stopy na wyspie, pocztą pantoflową rozeszła się wieść o „białych przybyszach”. Kiedy jadłam kolację, jedna z kobiet podeszła do mnie i zapytała ( w szkole znajdującej się na wyspie dzieci i młodzież uczy się języka angielskiego), czy mogę wyjść na zewnątrz. Wyszłam i … każda z kobiet oraz dziewczynek chciała mieć ze mną zdjęcie, ustawiły się w kolejkę i dopiero po półgodzinnej sesji mogłam dokończyć jedzenie To było bardzo miłe i dziwne … Pierwszy raz przeżyłam taką sytuację, kiedy to inni byli tak zafascynowani moją odmiennością, a nie na odwrót
Ludzie na Malediwach byli do tego stopnia mili, że kiedy podczas spacerów z małymi dziećmi widzieli mnie, podchodzili do mnie i bez zbędnych słów wręczali mi swoje dzieci do potrzymania i pokołysania na rękach
Chyba odrobiłam lekcje z ‘przygotowania do życia w rodzinie’
Kolejny spacer – kolejne dziecko 😀
 

Typowa malediwska rodzina – mieszkańcy wysp mają bardzo skromne domy, z tego względu, że nie potrzebują luksusów. Mimo iż niektóre wyglądają jak prawdziwe lepianki, to prawie w każdym wisi na ścianie wielka plazma a dzieci biegają z iphonami 🙂

Słodkie dzieciaki 🙂

W drodze do szkoły.

Malediwskie pismo – jak dla mnie bomba

Co tam nowego na fejsbuniu ? 😀

Specjalna maszynka do otwierania kokosów.

Moja nowa koleżanka Niestety nie rozumiała, że istnieją na świecie kraje, które nie są wyspami 🙂

Rodziny zapraszały nas do swoich domów i częstowały jedzonkiem, a że młode osoby sprawnie posługiwały się językiem angielskim – mogliśmy dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy 🙂

Rybak łatający sieci.

Wieczorne rozrywki.

Wiejski gang 😀

Restauracyjki były bardzo kolorowe 🙂

Ich przekąski – ciastka na słono i słodko. Zajadają się nimi cały czas.

Obiady jedzone są wspólnie – kiedy lokal jest za mały, je się na opuszczonych boiskach lub halach.

Dumny rybak 😀

Tak jak wspominałam, alkohol na Malediwach nie jest dostępny. Potrzeba jednak matką wynalazku … na każdym kroku mogliśmy spotkać ludzi żujących supari – popularną w tym regionie świata używkę. Roślina, z której powstaje supari znana jest pod wieloma nazwami, m.in. palma betelowa, pinang, czy nawet żuwipalma malajska. Ludzie żują jej orzechy – te krążki, a zagryzają to liściem betelowym. Używka ta najczęściej stosowana jest jako substytut kawy, tytoniu, czy gumy do żucia. Podobnie jak kawa i tytoń ma właściwości pobudzające i może lekko uzależniać.
Pierwszego dnia, spożywając kolację dosiadło się do nas starsze małżeństwo, częstując nas nietypowym daniem. Nie mieliśmy jeszcze pojęcia co to jest. Kobieta urwała kawek liścia, posypała go jakimiś przyprawami (wyczułam kardamon, miętę, goździki) i … z uśmiechem obdarowała nim mnie. Żeby uniknąć faux-pax i z chęci wkupienia się w łaskę ludności (wszyscy przebywający w restauracji wstali i patrzyli) zjadłam to … Co za porażka … Liść smakował jak liść, orzech jak drewno … poczułam się tak, jakbym zjadła ogromną łyżkę przypraw Po minach naszych nowych znajomych widać, że mieli niezły ubaw do końca kolacji.
Pierwszą naszą wycieczką był całodzienny pobyt w luksusowym kurorcie – płynęliśmy tam około 1,5h motorówką. Mówiąc kurort, myślimy – wyspa, która cała jest jednym kurortem. W kurortach mają nawet własny czas – dopasowany do wschodu i zachodu słońca tak, aby goście mogli w pełni korzystać z uroku urlopu Słynne domki na wodzie, drinki z palemką nad basenem i obsługa będąca na każde Twoje skinienie – tak, to te klimaty. Będąc na Malediwach i nie widząc tego przepychu – to tak jak być w Paryżu i nie zobaczyć wieży Eiffla
Goście ? Rosjanie. Ceny ? kosmiczne. Plaże ? Wbrew pozorom, nie różniły się niczym od tych na lokalnych wyspach. Wszędzie były tak samo piękne. Wszystko fajnie, ale po dwóch dniach umarłabym z nudów… nie dla mnie póki co taka bajka ( może na emeryturze zmienię swoje nastawienie ).

Dzieciak + woda = szczęśliwy dzieciak 🙂
Owocowa przekąska.
Zwracam honor płaszczkom W kurorcie, codziennie o godzinie 18stej odbywało się karmienie płaszczek, ale tych … wolno żyjących w morzu Tak się skubane nauczyły, że same dzień w dzień o godzinie 18stej podpływają do brzegu a ich „karmiciel” je karmi (uważam, że nie jest jednak dobre przyzwyczajanie dzikich zwierząt do takich rzeczy, bo same stają się leniwe i zanikają ich umiejętności, no ale stało się). Oczywiście nie można było ich dotykać, ale ja … sami wiecie, ze muszę dotknąć każde napotkane zwierzątko Przez pół godziny grzecznie stałam przy chłopaku, potem zaczęłam go prosić ale pokazał mi tablicę wiszącą metr dalej, na której umieszczony był zakaz zbliżania się do wody w czasie karmienia. Wiem, że łatwo odpuścić nie można. Po kolejnych 10 minutach powiedział, że mogę raz ale szybko pogłaskać płaszczkę …
…no to pogłaskałam 😀
Kto nie marzy o zobaczeniu delfinów, ale tych szczęśliwych, dzikich, w ich naturalnym środowisku? A szczególnie, kiedy tak bardzo kocha zwierzęta? Z samego rana wybraliśmy się łodzią w ich poszukiwaniu. Nasz „wszystko ogarniający pan od wycieczek i transportu łódką” powiedział, że mieliśmy ogromne szczęście, bo już po 15 minutach po wypłynięciu w ocean napotkaliśmy te cudowne zwierzątka ( ludziom przez ostatnie pół roku ukazywały się po około 2 h szukania na oceanie ). Wrażenie ? Niesamowite. Czyste szczęście i natura Wybaczcie za mój szczery dziecięcy zachwyt na filmiku, ale to przynajmniej raz w życiu trzeba przeżyć . Na początku filmu to stukanie to stukanie dłonią o łódkę – tak się przywołuje delfiny.
Kolejnego dnia odbyliśmy całodzienną wycieczkę na dwie sąsiadujące wyspy ( około 20 minut odległości od Nilandhoo ). Pierwszą wyspą była Daranboodhoo i to tam odkryliśmy najpiękniejszą rajską plażę, jaką kiedykolwiek widziałam …
kokos prosto z palmy 🙂
Drugą wyspą na którą się udaliśmy było Magoodhoo – wyspa ta nie posiadała już tak pięknej plaże, ale za to była tak urokliwa, że co 5 metrów robiłam zdjęcia domom i mieszkańcom. Tysiąc jasnych kolorów, piękny zapach kwiatów oraz serdeczny uśmiech i zaciekawienie ludzi ( na tych wyspach jako jedyni mieliśmy „białą skórę”) sprawiły, że czułam się tam baaaaardzo dobrze i mogłabym tak zostać o wiele dłużej niż kilka godzin
Cudowna aleja

 kwiat frangipani – symbol Malediwów

Czas na teleexpress

Kobiety wykonujące kosze z liści palmowych.

Szkoła – motywacja już od progu


Kolejną wycieczką było wypłynięcie w ocean na snorklowanie, aby podziwiać piękną rafę koralową. Nurkowaliśmy przez około 4h, dlatego wybaczcie mi ten kapoczek na niektórych ujęciach na filmie – na koniec nurkowania już naprawdę nie miałam siły ruszać rękoma i nogami, szczególnie, że pływałam w za dużych płetwach – bo kto by posiadał do wypożyczenia rozmiar 35 Widzieliśmy wiele pięknych morskich stworzonek, zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu – płetwy białe – ja, płetwy czarne – Mateusz. I wybaczcie te krzyki, ale tak komunikowałam pod wodą, że zobaczyłam coś ciekawego 😀

Nasz „wszystko potrafiący Pan od wycieczek” podczas nurkowania z nami. Pokazywał nam najciekawsze miejsca 🙂

Cudowne kolorowe zwierzątka 🙂

podwodny świat

Na Malediwach niestety nie ma pięknych, kolorowych ptaków. Na wyspach przeważają ptaki przedstawione na zdjęciu, na plaży czasem zdarzy się jakaś biała czapla, tudzież mewa. Czego jest najwięcej ? Nietoperzy ! Latają zarówno w dzień jak i w nocy, siedzą na prawie każdym drzewie i są wielkości grubego kota – nie żartuję ! Nie to co nasze małe, polskie nietoperzyki. Całe szczęście nie są groźne i nie atakują ludzi.

Świeżutkie kokosy.

Żółte kokosy – królewska odmiana – king coconut

Pyszne bananki prosto z drzewa – je się nawet te młode, zielone

Breadfruit – owoc bardzo podobny do jackfruita 🙂
Te dziwne rośliny to pandany – drzewa i krzewy, których owoce są jadalne – niestety nie miałam okazji spróbować
Ostatni, piękny zachód słońca na naszej plaży –rano pora wracać na wyspę- stolicę, skąd po spędzonej w niej nocy udać się na półtoragodzinny lot do Negombo (Sri Lanka).
Stolica Malediwów – Male – jest najmniejszą stolicą świata – ma zaledwie 2km długości i 1km szerokości. Jest również … według mnie najbrzydszą stolicą świata. Wysokie budynki, tłum ludzi, brzydki zapach, śmieci. Jedyne co ją ratowało to kilka zabytków oraz miejsc, które warte były odwiedzenia.
Grand Friday Mosque.
Targ owocowo-warzywny – pychotka !

 Tak powstaje butelkowana woda kokosowa

Malediwska biedronka

pychotka !

Owoce pandanu

Targ rybny – takich ogromnych tuńczyków jak tam jeszcze nie widziałam

Praca wre, prawie przez całą dobę.

Old Friday Mosque – meczet wykony w całości z koralowca.

Tak wyglądają restauracje w stolicy.

Typowy widok na plażach.

Czas na popołudniową kąpiel

Wieczory mieszkańcy spędzają na plaży – na plotkach i grillowaniu.

Male – moim zdaniem póki co najbrzydsza stolica jaką widziałam Całe szczeście byliśmy tam tylko jedną noc i połowę dnia – w oczekiwaniu na samolot. Z Nilandhoo do stolicy motorówki odpływają tylko dwa razy w tygodniu.

Na koniec zostawiłam według mnie jedyny, ale jakże duży minus tego kraju – śmieci. W stolicy, Male, leżały one wszędzie. Podobno taka kultura, podobno są uświadamiani, podobno będzie lepiej ( plakaty z prezydentem stojącym przy śmietnikach, które mają być rozdawane za darmo). O ile na każdej z pozostałych wysp było miejsce – śmietnisko, na które mieszkańcy wynosili śmieci i je palili, o tyle w stolicy nikt tym sobie głowy nie zaprzątał. Mam nadzieje, że to się zmieni

Malediwy ? Uważam, że jest to miejsce, które raz w życiu trzeba zobaczyć. Udać się albo na wypoczynek pod palemką, albo wybrać bardziej aktywny sposób spędzenia czasu. Zobaczyć te rajskie plaże na własne oczy – ciężko będzie teraz znaleźć tak zapierające dech w piersiach widoki. Wielkie pozytywne zaskoczenie co do ludzi – kolejny raz nauczka, jak krzywdząca jest własna niewiedza i wrzucanie wszystkich do jednego worka (oraz jak wielką moc ma telewizja). Wyprawę polecam każdemu, w razie pytań o ceny i inne aspekty wyjazdu piszcie śmiało ( już kilka osób napisało, bardzo mi miło ).