Sri Lanka part 1

                Negombo – Unawatuna – Galle- Habaraduwa – Mirissa – Tangalle – Udawalawe – Ella – Kandy –Sigiriya – Dambulla – Pinnawala – Negombo

07/2017

W pierwszej cześci fotorelacji (będą dwie), opowiem Wam o tym, co zobaczyłam i doświadczyłam w miejscach takich jak Negombo, Unawatuna, Galle, Habaraduwa, Mirissa, Tangalle i Udawalawe 🙂 Na początku postu przedstawię Wam kilka informacji ogólnych, a następnie przejdę już do poszczególnych etapów podróży. Zapraszam !

Sri Lanko … moja perełko, jak to dobrze, że Ciebie odkryłam 🙂 Dlaczego taki wybór ? Mam taką mapę świata na ścianie, którą można zdrapywać. Pewnego majowego wieczoru, po długim, meczącym dniu stanęłam przed nią. Gdzieś z tyłu głowy od dłuższego czasu znajdowała się myśl, że już najwyższy czas zaplanować wakacje. Pierwsze spojrzenie, bez żadnego zastanowienia – wyspa o kształcie łzy, Sri Lanka. Dlaczego nie ? Sri Lanka kojarzyła mi się ze słoniami oraz cejlońską herbatą (tam powstała pierwsza na świecie fabryka herbaty Lipton). Sprawdziłam ceny lotów, przekalkulowałam zaplecze finansowe, weszłam na pierwszy lepszy blog zawierający informacje o Sri Lance i … już wiedziałam, jakie ścieżki będą przemierzały moje nogi w tym roku 🙂

Sri Lanka, państwo leżące na wyspie Cejlon, pięknie nazwane „łzą z policzka Indii”, zachwyca na każdym kroku. Mamy tu wszystko  –  ocean, piękne, ciągnące się kilometrami plaże, nad którymi rozpościerają się palmy, lasy tropikalne o wszystkich odcieniach zieleni , góry, cudowne parki krajobrazowe, hektary zielonych plantacji herbaty oraz interesujące zabudowania sakralne. Każdy może tu odnaleźć coś dla siebie 🙂

Podróż zaplanowałam sama, na Sri Lance spędziliśmy 2 tygodnie – wyruszyliśmy na nią prosto z Malediwów (link). W lipcu, na południu wyspy panuje pora deszczowa – pomimo tego, podczas naszego pobytu w tym rejonie kraju temperatura wynosiła około 35 stopni C, a deszcz padał (w ciągu naszego całego dwutygodniowego pobytu) nie dłużej niż dwie godziny.

Z jednej strony wygraliśmy, a z drugiej dostaliśmy małą nauczkę (aby w porze deszczowej niczego nie rezerwować w domu) – już mówię o co chodzi. Trasę podróży zaplanowałam tak, aby móc zwiedzić najważniejsze miejsca na wyspie (na górze postu znajduje się plan). W pierwszych dwóch lokalizacjach (piękne plaże) znajdujących się aktualnie w strefie pory deszczowej – na południu kraju, hotele (a raczej małe pensjonaciki) zarezerwowaliśmy sobie jeszcze przed przylotem. Na miejscu okazało się, że miasteczka są puste ! Pomimo ich popularności, byliśmy tam jedynymi „obcymi”. Przegraliśmy, bo rezerwując bezpośrednio na miejscu, mogliśmy zaoszczędzić około 100 zł na pobycie w danej lokalizacji (wiedzieliśmy, że może być mniej turystów, ale że w ogóle ? No i jednak skusiła nas możliwość wyboru i zapewnienia sobie noclegów w pięknych miejscach), wygraliśmy – bo byliśmy sami, tylko my i Sri Lanka 🙂

Klimat na Sri Lance jest bardzo zróżnicowany – wyróżnia się strefę suchą – tą graniczącą z oceanem – tam temperatury są najwyższe. Głębiej, ku centralnej części wyspy panuje klimat tropikalny – jest parno i wilgotno. Centrum wyspy stanowią góry – będąc w tej części kraju wieczorami zakładaliśmy już bluzy i długie spodnie 🙂

Ważna kwestia, która interesuje wszystkich – pieniądze. Będę szczera. Zacznijmy od tego, że jedzenie jest dość tanie (Tajlandii i Indonezji jednak nie przebiło). Solidna porcja obiadu (przeważnie ryż z dodatkami) kosztuje około 8zł, danie z owocami morza (kalmary, małże, krewetki, ośmiornice) około 20 zł, za pyszne, wielkie, dojrzałe mango zapłacimy 2 zł, a za duży świeżo wyciskany sok – nie żadna tam słodzona woda – około 7 zł. Piwko czy drinki były już droższe, jak to w Azji. Noclegi – przeważnie około 30-40 zł za pokój dwuosobowy za dobę. Jeżeli chodzi o transport, przemieszczaliśmy się tradycyjnymi środkami, czyli autobusem (dyskoteką na kółkach – o czym później) czy tuk tukami. Bilety autobusowe były śmiesznie tanie – za około 100 km jazdy płaciło się około 2,50 zł. A te wrażenia !!! 😀 Tuk tuki były już nieco droższe – za 6 km płaciło się około 6-7 zł. Oczywiście trzeba się było trochę targować, ważne jest to, aby znać przykładowe ceny przed podróżą do danego miejsca. Wtedy mamy punkt odniesienia. Ale żeby nie było tak różowo … Sri Lanka to kraj, który dopiero uczy się przyjmować przyjezdnych, wszelkie turystyczne zaplecze dopiero tam raczkuje. I to właśnie na Sri Lance … cenniki przed wejściami do wszelkich obiektów, zarówno historycznych, jak i tych dotyczących natury – parki narodowe itp. dzielą się na dwa rodzaje – cennik dla rodzimych mieszkańców oraz cennik dla turystów… wiadomo … ceny dwa a nawet trzy razy droższe. To chyba zaskoczyło mnie najbardziej. Z jednej strony – trwa ciągle rozbudowa i kampania na rzecz zachęcenia do odwiedzenia kraju – z drugiej – działania odpychające i powodujące niesmak. Nie wiem, czy można to jakoś usprawiedliwić i jaka w tym logika.

Jest takie powiedzenie, że Indie można albo kochać, albo nienawidzić. Nic pośrodku, nic pomiędzy. Co do Sri Lanki – uważa się, że to „bardziej czyste Indie”.  To prawda, na ten kraj nie można pozostać obojętnym. Ja pokochałam go od pierwszego wejrzenia i już w myślach snuję plan podróży do Indii 🙂

Co mnie urzekło ?

-atmosfera

-natura

-religia

ATMOSFERA

Już w trakcie drogi po odbiór bagażu na lotnisku oniemiałam. Wszędzie było tyle pięknych kobiet, a prawie wszystkie ubrane w kolorowe sari (jest to tradycyjna suknia, którą noszą kobiety  w Indiach i na Sri Lance), w dodatku z głośników leciała muzyka rodem z Bollywood (a tej się trochę w życiu już nasłuchałam, pozdrowienia dla Siostry :D). Klimacik wyspy było czuć już od samego początku 😀 … ale po kolei.

Mieszkańcy Sri Lanki to Lankijczycy. Dzielą się oni na Tamilów i Syngalezów, czyli na dwa ludy mieszkające na wyspie najdłużej. Od lat toczyli oni ze sobą walki, dopiero w 2011 roku prezydent ogłosił zniesienie stanu wyjątkowego, który panował od 28 lat – stąd ta raczkująca turystyka.

70% społeczeństwa wyznaje buddyzm (gł. Syngalezi),15% — hinduizm (Tamilowie), 8% — chrześcijaństwo (gł. katolicy), 7% — islam (Maurowie- nieliczni potomkowie Arabów).

Sri Lanka to gospodarczo biedny kraj. Tak jak w Indiach, bieda jest widoczna na każdym kroku. Rozsypujące się budynki, samochody naprawione na „słowo honoru”, błąkające się bezpańskie psy czy chorzy ludzie zamieszkujący oddalone on centrum miasteczek dzielnice. Mieszkańcy niestety nie zwracają uwagi na śmieci. O ile w ich domach panuje porządek, o tyle na ulicy mają ogromny problem z trafieniem do kosza (a tych … jest baaardzo mało).  Ilość pracy nie przekłada się na wynagrodzenie, Tamilki pracujące na plantacjach herbaty (w dalszej części postu zobaczycie, jaka to żmudna praca) zarabiają dziennie tyle, ile w tamtejszych restauracjach kosztuje jedno piwo. Jednak … ci ludzie w niezrozumiały dla mnie sposób są serdeczni, mili i zawsze uśmiechnięci. Cieszą się i doceniają każdy dzień. Nie skarżą się, nie narzekają. Otwierają własny biznes – przeważnie transport  tuk tukami, chodzą codziennie do swojej pracy – nie siedzą z założonymi rękoma i nie czekają na cud. W pięknych strojach, z uśmiechem na ustach przemierzają zatłoczone ulice, służą pomocą, są bardzo ciekawi świata, który dopiero nie tak dawno się dla nich otworzył – koniec wojny).

Sari – tradycyjny strój noszony przez kobiety w Indiach i na Sri Lance. Jest to kilkumetrowy pas materiału (przeważnie 6 metrów), który drapuje się już bezpośrednio na modelce 🙂 Skusiłam się i kupiłam sobie własne, piękne sari – zdjęcie na początku postu.  Jeszcze ciekawostka – białe sari noszą wdowy, którym po śmierci męża nie wypada już ubierać się kolorowo – biel zakłada się w hinduizmie między innymi na znak żałoby.

Dzieci chodzą do szkoły od poniedziałku do piątku i wszystkie są ubrane jednolicie – białe mundurki dla dziewczynek a biało-niebieskie dla chłopców.

Mężczyźni w większości noszą sarong, czyli rodzaj spódnicy upiętej z jednego kawałka materiału.

Krykiet jest sportem narodowym Sri Lanki, gra się w niego od dziecięcych lat. W prawie każdym barze telewizor ustawiony jest na kanał sportowy, a mecze są transmitowane 24h/dobę 🙂

Podczas spacerów po miasteczkach zauważyłam to, że naprawdę ogromnym szacunkiem traktuje się starsze osoby. Młodzi pomagają starszym czy to podtrzymując ich, podczas chodzenia, czy nosząc zakupy. Przy każdej „wiekowej” osobie zawsze szła młodsza, gotowa w każdej chwili udzielić jej pomocy. Powinniśmy brać z nich przykład.

Lankijczycy uwielbiają loterie. Codziennie namiętnie kupują po kilka losów. Wszędzie można znaleźć stoiska wypełnione kuponami, losami oraz zdrapkami. Widziałam również specjalnie przystosowane do sprzedaży losów rowery – na kierownicy umieszczona była deska a na niej setki karteczek przypiętych pinezkami – mobilne koło fortuny 😀

Tak jak pisałam wcześniej, miasta na Sri Lance są dość obskurne, zatłoczone, a w powietrzu unoszą się spaliny ze starych samochodów. Taaaak, właśnie o tym wspominałam, albo czuje się to coś i od razu zakochuje się w tym klimacie, albo chce się jak najprędzej uciec z miasta. Ja pokochałam ten gwar, te kolory, ten pośpiech, ten cały rozgardiasz 😀 Natomiast już na obrzeżach miasteczek wkraczamy w istny las tropikalny, pełen pachnących roślin, odgłosów zwierząt i spokoju … kiedy to nasze zmysły pracują na pełnych obrotach, a my sami czujemy się bohaterami filmu National Geographic 🙂

Transport … szczególnie ten autobusowy … o nim to można kręcić filmy 😀 Lankijczycy na drogach zachowują się jak wariaci… Jezdnia jest dwupasmowa ? Co za problem, aby cztery samochody jechały obok siebie skoro się mieszczą ? Wyprzedzanie pięciu samochodów jednocześnie, widząc, ze z naprzeciwka coś nadjeżdża ? No problem, to on się powinien zatrzymać, w końcu to Ty się spieszysz skoro musisz wyprzedzić aż pięć samochodów naraz 😀

Autobusy to na Sri Lance podstawowy środek transportu. Jeżdżą nimi wszyscy, od mnichów po zgraje małych dzieciaków. Autobus wygląda jak jedna wielka dyskoteka 😀 Mnóstwo ozdób, przepych, telewizor, a w nim transmisja koncertów czołowych gwiazd lankijskiej muzyki, wiatraki przyczepione do sufitu, kolumny rozstawione co dwa siedzenia, gwar i ścisk 😀 I jak tego nie kochać ? 😀 Zapraszam na obejrzenie filmików, oddadzą choć trochę ten klimat 🙂

NATURA

Drugą rzeczą, która urzekła mnie w Sri Lance była natura . Ogromne zróżnicowanie krajobrazów – od pięknych, pustych, piaszczystych plaż po strome, wysokie góry. Ciągnące się kilometrami lasy tropikalne, niesamowicie pachnące kwiaty oraz co najważniejsze – moje ukochane zwierzątka – słonie – o tak, to zrobiło na mnie ogromne wrażenie 🙂

RELIGIA

Większość ludzi na Sri Lance wyznaje buddyzm – około 70 procent, 15 procent – hinduizm, resztę stanowią chrześcijanie i muzułmanie.

Kto zna mnie lepiej, wie, że bardzo interesuje się religiami świata, w tym buddyzmem i hinduizmem, dlatego podróż tam była dla mnie marzeniem 🙂 Musiałam wejść do każdej świątyni, wszystko obejrzeć, pokontemplować. A to uczucie, kiedy rano wychodzisz na taras trzymając w ręku kubek cejlońskiej mocnej herbaty, kiedy witają cię pierwsze promienie słońca, słychać śpiew ptaków, a z oddali dochodzą majestatyczne, modlitewne pieśni z buddyjskiej świątyni … mistrzostwo świata 🙂 Po zeszłorocznej Tajlandii miałam ochotę na więcej ! Już pierwszego dnia pobytu kupiłam sobie „pokutną” pomarańczową tunikę zasłaniającą ramiona i kolana, aby móc odwiedzać każdą napotkaną świątynię 😀

Obszar między brwiami według Hindusów jest najważniejszym punktem ciała – według nich miejsce to jest źródłem ukrytej mądrości, miejscem ujścia potężnej energii. Czerwona kropka – bindi (trzecie oko osoby)- w zależności od położenia geograficznego sugeruje nam, czy kobieta jest panną, czy mężatką. Umieszczana na czole ma na celu ukazanie, że kobieta jest chroniona przez swojego  męża lub ojca oraz ma zapobiegać utracie energii przez miejsce między brwiami, gdzie tak jak wspominałam, według hinduizmu znajduje się najważniejsza czakra, czyli ośrodek energetyczny w ciele.

A teraz wróćmy do spraw bardziej przyziemnych … 🙂

Przeciętny Lankijczyk je ryż trzy razy dziennie 😀 Dominującą potrawą jest ryż z curry, który podawany jest razem z kilkoma małymi miseczkami, w których znajdują się różnego rodzaju warzywa, mięsa czy przyprawy. Oczywiście wszystko musi być ostre ! Dania śniadaniowe to przeważnie roti (rodzaj naleśnika) z różnymi dodatkami, na słodko lub ostro. Lankijczycy jedzą palcami prawej dłoni. Uważają, że dzięki temu można poznać prawdziwy smak potraw.

ALE ZACZNIJMY OD POCZĄTKU …

Na Sri Lankę przylecieliśmy wieczorem, po półtoragodzinnym locie z Malediwów. Na lotnisku czekał na nas szef pensjonaciku, w którym już wcześniej zamówiliśmy noclegi. Pierwszy raz w życiu miałam takie przywitanie z tabliczką 😀

Po odebraniu bagaży udaliśmy się w podróż do Unawatuny, naszego pierwszego miasteczka na liście. Podczas trzygodzinnej jazdy samochodem, po tamtejszej „autostradzie”, w wyniku burzy zerwał się jeden z przewodów wysokiego napięcia,  zawieszonych nad drogą i uderzył w nasz samochód. Dzięki Bogu nic się nikomu nie stało, ale auto, które jechało przed nami i które jako pierwsze przyjęło całą siłę uderzenia na siebie, miało pobitą całą przednią szybę.  I teraz zaczyna się już robić śmiesznie – chociaż wtedy nam do śmiechu aż tak nie było 😀 Nasz kierowca – właściciel pensjonatu, zajechał na najbliższy posterunek policji (zbliżała się już 1 w nocy), żeby oszacować straty i zadzwonić do ubezpieczyciela. Powiedział nam, żebyśmy mówili policji i ubezpieczycielowi, że byliśmy z nim na dyskotece w stolicy i że właśnie wracamy do domu (fajnie, że jechaliśmy 3 godziny w jedną stronę na dyskotekę :D) – nie wiem na czym to polega, ale gdyby powiedział, że przewozi turystów dostałby mniejsze pieniądze z ubezpieczenia. Nie muszę dodawać, że z ogromnymi plecakami w bagażniku, w dresach i trzymanym na kolanach kapeluszu zrobionym z liści palmy (pamiątka z Malediwów) raczej nie wyglądaliśmy jakbyśmy wracali z dyskoteki 😀

No ładnie, trzecia godzina na Sri Lance a my mamy już kłamać policji (byliśmy na środku jakiegoś zadupia i chyba byłoby już lepiej skłamać niż aby nas facet zostawił samych sobie) . Nawet nie znaliśmy imienia naszego kierowcy, dlatego ustaliliśmy, że jak coś, to powiemy, że byliśmy na dyskotece z hansem villą – tak nazywał się nasz pensjonat. Policjanci najpierw zaczęli oświetlać samochód latarkami, a następnie kazali nam opuścić szyby (pomimo tego, że nic nie zrobiłam, czułam się jak jakiś zbieg :D) Zapytali, czy się boimy hahaha 😀 Mateusz odpowiedział z kamienną miną, że „nie, bo czego mamy się bać ” 😀 I dzięki bogu to już był koniec konwersacji, nie dostaliśmy odpowiedzi, a w tym samym momencie rodzina naszego kierowcy przyjechała po nas drugim samochodem i po godzinnym pobycie na komisariacie w końcu wyruszyliśmy w drogę.

GALLE

Pierwszym miasteczkiem, do którego udaliśmy się była Unawatuna. Była ona zarówno sama w sobie pięknym miejscem do zwiedzania i odpoczywania, jak i naszą bazą wypadową. Drugiego dnia udaliśmy się tuk tukiem do niedaleko położonego miasteczka Galle, słynącego z przepięknego holenderskiego fortu. Było cicho i schludnie, domki były dopieszczone … jakby oaza oderwana od lankijskiej codzienności. Fort w Galle jest miejscem, gdzie bogaci Europejczycy przyjeżdżają wypoczywać. Pozostała część miasta to już Sri Lanka w najczystszej postaci 🙂 Targ rybny, mnóstwo sklepików, stragany z przyprawami i herbatami, rzeka ludzi 🙂

Zawsze moim marzeniem było to, aby mieć piękne tatuaże z henny, ale tej prawdziwej, brązowej (nad polskim morzem spotkałam się, że panie wykonujące tatuaże z henny mówią, że czarna henna jest naturalna, to nieprawda ! Nie ma czegoś takiego jak czarna naturalna henna). W Galle spełniłam swoje marzenie 🙂 Po 40 minutach relaksu miałam już swój pierwszy, prawdziwy indyjski tatuaż 🙂

UNAWATUNA

Z plaży możemy zobaczyć buddyjską świątynię, która wznosi się ponad miasteczkiem i z której codziennie rano rozbrzmiewają modlitwy. I tutaj najważniejsze – najgorsze faux pas jakie możemy popełnić w buddyjskim kraju – stanąć tyłem do Buddy. Nawet kiedy wychodzimy ze świątyni, cofamy się, aby twarzą zawsze być zwróconym w stronę posągu. Warto się tam wybrać, widok ze świątyni jest niesamowity !

Podczas pobytu w Unuwatunie wybraliśmy się również na sekretną małą plażę – Jungle Beach 🙂

HABARADUWA

Wieczorem udaliśmy się tuk tukiem do położonego w niedalekiej odległości miasteczka, Habaraduwa, gdzie znajduje się Sea Turtle Hatchery – jest to organizacja posiadająca farmę żółwi (a dokładniej wylęgarnie żółwi), która zapobiega ich wyginięciu. Organizacja pomaga również żółwikom – inwalidom, lecząc je tak, aby mogły wrócić do swojego naturalnego środowiska.

Na wyspę przypływa w celu założenia gniazd wszystkie pięć gatunków żółwi morskich – żółw zielony, karetta, żółw szylkretowy, oliwkowy i skórzasty. Niestety rozwój miast i turystyki oraz wykradanie jaj z gniazd przez dzikie zwierzęta oraz ludzi – tak, niektórzy mieszkańcy Sri Lanki jedzą żółwie jaja, negatywnie wpływają na liczebność populacji żółwi – tylko jedno wyklute młode osiąga wiek dorosły.

Wielu miejscowych zbiera jaja na plażach i przywozi je do wylęgarni. Jaja są ponownie zakopywane aż do czasu wyklucia się z nich żółwików. Następnie przenosi się je do specjalnych basenów gdzie żółwiki pływają kilka dni. Nocą są wypuszczane do oceanu.

Na farmie w basenach znajdują się również duże żółwie , przebywające w okresie rekonwalescencji, czekające na ponowne wypuszczenie do oceanu.

MIRISSA

Drugim miasteczkiem do którego udaliśmy się była Mirissa – typowo turystyczna miejscowość położona nad oceanem. Mekka surferów. Na plaży znajdowały się klimatyczne bary z pysznymi owocami morza. Kelnerzy byli młodzi i baaaardzo wyluzowani (stylówka na surfera),  jeden z nich zaprosił nas nawet na wspólne czillautowanie, z którego oczywiście skorzystaliśmy (if you know what i mean :D). To tam znajduje się to słynne – instagramowo-pinterestowe miejsce – półwysep z mnóstwem wysokich palm 🙂

Jest kilka osób, par, od których czerpie podróżnicze inspiracje. Jedna z nich, podróż na Sri Lankę odbyła rok temu. Obserwując jej instagram, bardzo spodobało mi się zdjęcie, na którym huśta się ona nad falami oceanu na linie zawieszonej na palmie. Znajduje się ona na Dalawella Beach, niedaleko hotelu o tej samej nazwie. Jako, że do tego miejsca było niedaleko, postanowiliśmy je odwiedzić. Oczywiście z moim szczęściem lina została opleciona wokół palmy, aby nikt nie mógł się już huśtać, bo w porze deszczowej to niebezpieczne 😀 No nic, trzeba będzie kiedyś tam wrócić 😀

TANGALLE

Kolejną miejscowością do której zawitaliśmy było Tangalle. Miejsce to słynie z ciągnących się kilometrami pustych plaż usłanych drobnym, złotym piaskiem nad którymi rozpościerają się hektary lasu palmowego 🙂

UDAWALAWE

Udawalawe – miejsce, gdzie spełniło się moje małe marzenie – odwiedziłam Park Narodowy, w którym znajdowało się mnóstwo szczęśliwych słoni 🙂 Udawalawe jest małą wioską, pojechaliśmy tam w ciemno, a znaleźliśmy cudowny nocleg – małą działeczkę z domkiem w dżungli 🙂

Park Narodowy Udawalawa – powierzchnia parku to 30 hektarów, w parku mieszka około 600 słoni. Najlepsza pora do wyruszenia na safari (jeździliśmy jeepem, można wybrać opcje 3h, 4h, 6h) to wczesny ranek albo wieczór, tuż przed zachodem słońca. W południe słoniki chowają się do lasu 🙂  W parku obowiązuje całkowity zakaz wychodzenia z pojazdu, wyjątkiem jest jedno miejsce, gdzie można zrobić sobie małą przerwę. Co tu dużo mówić, zapraszam na obejrzenie zdjęć oraz filmu 🙂

W Udawalawe znajdował się również sierociniec dla małych słoniątek. Po podrośnięciu i usamodzielnieniu się zostają przenoszone do Parku.

Na drugą część fotorelacji zapraszam w przyszłym tygodniu 🙂

18 thoughts on “Sri Lanka part 1”

  1. hej:) bardzo podobal mi sie Twoj wpis. szczegolnie zdjecia, maja swoj klimat. za 2 tygodnie bede na Sri Lance i przymierzam sie do zakupu aparatu – czy mozesz zdradzic czy robilas zdjecia, ktore znalazly sie w tym poscie? bardzo podoba mi sie ich jakosc. pozdrawiam, Kasia;)

    1. Witam 🙂 Specjalnie przed tegorocznym wyjazdem kupiłam aparat olympus tg 4, z funkcją robienia zdjęć pod wodą 🙂 Zdjęcia zarówno w tym poście, jak i poście z Malediwów zostały wykonane tym aparatem.
      pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. Hej. Widać ze spędziłaś wspaniale czas na Sri Lance 😉 jestem w trakcie planowania wyjazdu w marcu, z bardzo podobnym planem do Waszego. Czy możesz w przybliżeniu oszacować koszty wyjazdu (2tyg), oczywiście bez ceny biletu lotniczego. Szacuje budżet dla 2 osób na ok. 5000 z czego ok. 1400 zł to koszt noclegów (z racji ze jest to podróż poślubna, kilka noclegów jest o wysokim standardzie :))

    1. proszę podać maila, wszystko napiszę 🙂 Rozumiem, że podana przez Panią kwota nie uwzględnia już ceny za bilety ? Pozdrawiam serdecznie.

  3. Witam 🙂 na Sri Lance z tego co pamiętam byliśmy od 9 – 23 lipca. Co do miejsc to (już szukam swojego podróżniczego zeszytu)… Unawatuna – hotel Hansa Villa, Tangalle – Shenani Beach Bungalow, Udawalawe niestety nie pamiętam, bo pojechaliśmy tam bez noclegu i znaleźliśmy coś na miejscu, Ella – Ella Nature View, Kandy znaleźliśmy też na miejscu, postaram się odszukać to miejsce i dam znać 🙂

    1. Safari załatwił nam właściciel domku, w całej wiosce można bez problemu znaleźć oferty i ceny są takie same, zapłaciliśmy około 130zł z przewodnikiem za osobę, bo chcieliśmy być sami w 6 osobowym jeepie i nie szukaliśmy wspołtowarzyszy, inaczej pewnie było by taniej.

Leave a Reply

Your email address will not be published.