Greece (Santorini, Mykonos, Lefkada)

Ateny – Santorini – Mykonos – Lefkada

Grecja zajmuje specjalne miejsce w moim sercu, mam do niej ogromny sentyment. Kojarzy mi się z uśmiechniętymi Grekami, cudowną turkusową wodą oraz tym słynnym, wszechogarniającym brakiem pośpiechu. Odwiedziłam ją trzy razy.

Pierwszy wyjazd był zarazem moją pierwszą zagraniczną podróżą w życiu. Miałam około 12 lat, 2003 r. Razem z Rodzicami i Siostrą (to ta ładna blondynka ze zdjęć, jest 5 lat młodsza ode mnie) udaliśmy się na typowe wczasy z biura podróży, czyli wypoczynek w hotelu wraz z możliwością skorzystania z wycieczek fakultatywnych. Szczerze mówiąc, najbardziej zapadło mi w pamięć zwiedzanie Meteorów, masywnych skał, na których zbudowane są prawosławne klasztory – część z nich udostępniona jest dla zwiedzających. Naprawdę, polecam – zarówno widok, jak i stromą trasę, wiodącą na szczyty skał. Robią niesamowite wrażenie. I naleśniki. Tak, naleśniki z czekoladą – nigdzie indziej nie jadłam już tak dobrych jak tam 😀 Odwiedziliśmy również Akropol oraz znajdujące się na nim świątynie, a docelową bazą był półwysep Chalkidiki – spokojne miejsce w sam raz na wypoczynek z małymi dziećmi.

Drugi wyjazd odbył się w lipcu 2014r. Razem z Siostrą udałyśmy się w podróż na Santorini i Mykonos, zahaczając wcześniej o Ateny, aby już w pełni świadomie (jako starsze dzieciaki) zwiedzić zabytki starożytności. Wyjazd zorganizowany był przez biuro podróży, ale tym razem tylko nocowałyśmy w ustalonych hotelach. Za resztę planu odpowiedzialne byłyśmy same. Nie mając jeszcze doświadczenia ani odwagi co do bezstresowego przemieszczania się po wyspach, odwiedziłyśmy tylko najważniejsze punkty na mapie. Z perspektywy czasu i trochę większej wiedzy co do podróżowania, będąc w tamtych rejonach, pojechałabym jeszcze w kilka innych miejsc. Zamierzam o nich wspomnieć w dalszej części tekstu po to, abyście planując swoją własną podróż mieli je na uwadze 😊

Trzecia wizyta w Grecji była spontaniczna, ale za to tak bardzo niesamowita, że do dzisiaj czasem mimowolnie w środku dnia powracają jej wspomnienia 😊 Wrzesień, 2015 rok, szóstka znajomych, nieznana wyspa, na którą dopiero od niedawna możemy dotrzeć z polskich lotnisk. Słyszeliście o Lefkadzie ? 😀 Jej cudowny sekret i piękno tkwi właśnie w tym, że nie jest ona znana, a tym bardziej skalana potokiem turystów. Z ciekawości odwiedziłam teraz kilka wyszukiwarek internetowych dotyczących lotów i rzeczywiście trzeba się natrudzić, aby znaleźć bilety lotnicze dotyczące tej destynacji (albo lot jest dwa razy w miesiącu, albo wyskakują nam połączenia za 12 tysięcy – my za całą tygodniową podróż płaciliśmy około 1600zł, dlatego opłaca się tam lecieć wykupując hotel z biura podróży). Drugą możliwością dostania się na wyspę jest kupno biletu lotniczego do Aten, a stamtąd transport lądem na Lefkadę – tak, jest ona połączona z kontynentem mostem. My lecieliśmy z polskim biurem, oferującym wczasy w różnych zakątkach Grecji ( był to pierwszy rok, kiedy otworzyli ten kierunek), a nasz hotel Panos znajdował się w miejscowości Nidri (widziałam, że ceny za tygodniowy czerwcowy wyjazd wynoszą teraz około 1100 zł za osobę bez wyżywienia). W dalszej części tekstu postaram się zachęcić Was do odwiedzenia tej cudownej wysepki, bo naprawdę warto, chociaż na kilka dni ! Z ręką na sercu mogę Wam ją polecić i jestem więcej niż pewna, że zachwycicie się nią równie mocno jak ja, dlatego jeżeli nie interesuje Was Santorini i Mykonos, przewińcie proszę stronę do Lefkady 🙂

Ateny

Akropol to obowiązkowy punkt w czasie podróży po Grecji. Większość z nas na pewno zna każdy szczegół znajdujących się tam starożytnych budowli czy to z książki od historii, sztuki, czy też z wiedzy o kulturze (tak, kiedy kończyłam liceum wprowadzono taki przedmiot :D). Jednak kiedy widzimy to wszystko na żywo, kiedy przechadzamy się pomiędzy ruinami starożytnych budowli, dopiero wtedy jesteśmy w stanie ułożyć sobie w głowie te dotychczas dwuwymiarowe obrazy w jedną, spójną całość. Nie wspomnę już o niesamowitym widoku, który rozciąga się hen aż po horyzont. Ze wzgórza jesteśmy w stanie zobaczyć całe Ateny 😊

Oprócz odwiedzenia kilku greckich restauracji (gdzie dowiedziałam się, że oryginalna sałatka grecka wcale nie zawiera sałaty :D) warto zobaczyć uroczystą zmianę warty przed Parlamentem greckim … no dobra, czasem więcej śmiechu niż powagi, trafiłyśmy tam przypadkiem, ale rozmach robi wrażenie 😀

Aktualnie w Atenach nie jest już tak różowo. Możemy mówić co chcemy, ale na każdym kroku daje się odczuć obecność uchodźców i … nie zawsze są to miłe spotkania. Ostatnio mój kolega został tam napadnięty i okradziony przez grupę przyjezdnych (siedział na ławce w parku wieczorową porą). Nie obyło się bez zastraszania nożem. Z tego co słyszałam, policja jest tam bardzo skorumpowana, nie pomogła znajomym. Tak więc … trzeba mieć się na baczności, chodzić tylko wytyczonymi ścieżkami, a w kieszeniach nosić wyłącznie niezbędne rzeczy.

Santorini

Według mnie najbardziej romantyczne miejsce na Ziemi. Wyspa nazwana przeze mnie ‘wyspą tysiąca zachodów Słońca’ 😊 To tam dane było mi zobaczyć najpiękniejszy zachód Słońca w moim życiu.

Malutkie, białe miasteczka porozrzucane po całej wyspie, niebieskie drzwi, okiennice i kopuły kościołów … kto nie kojarzy tego widoku z pocztówek i folderów biur podróży ? Polecam z całego serca, szczególnie zakochanym (z tej racji, że byłam z Siostrą, moja noga na pewno postanie tam ponownie :D).

Najlepszy czas na odwiedzenie tego miejsca to późna wiosna lub wczesna jesień – jest jeszcze dość ciepło, nie ma tłumów przyjezdnych i ścisku – w miasteczku o takiej infrastrukturze jest to ważne. Wizytówka, serce Santorini – miasteczko Oia. Wąskie uliczki, małe restauracje, klimatyczne hotele przytwierdzone do stromej skały, no i przede wszystkim … widok. Cudowny, niezapomniany, wzruszający widok. Przed zachodem Słońca, wszyscy przyjezdni i mieszkańcy wychodzą na wąskie uliczki, aby móc oglądać, a raczej doświadczyć tego niesamowitego zjawiska. Całe miasteczko na kilka minut cichnie, w oddali między budynkami słychać gdzieniegdzie słowa oświadczyn 😊 Kiedy Słońce zachodzi za horyzont, zewsząd słychać brawa. Jej, aż się łza zakręciła na myśl o tym wspomnieniu 😀

Wycieczka na Santorini i Mykonos trwała 12 dni, tydzień spędziłyśmy na Santorini i 5 dni na Mykonos. Moim zdaniem jest to idealna opcja, aby zobaczyć wszystko, ale również odpocząć. Podróż rozpoczęła się w Warszawie, lot do Aten, następnie zwiedzanie i przejazd do Pireusu, skąd z portu wypłynęłyśmy dość dużym statkiem na Santorini. Po tygodniu na Santorini speed boat’em udałyśmy się na Mykonos, skąd po 4 dniach wróciłyśmy statkiem do Pireusu. Oczywiście, teraz wszędzie można dostać się samolotem w niecałe dwie i pół godziny, jednak w 2014 r. (niby tak niedawno) połączenia lotnicze z Polski były bardzo ograniczone.

Jeżeli chodzi o Santorini, miejscowością, w której znajdował się nasz hotel była Perissa (hotel Iliada). Słynie ona z największej i najdłuższej plaży na wyspie, z czarnym, wulkanicznym piaskiem. Jest to typowo nadmorski kurort, z masą tawern i sklepików z pamiątkami. Nasz hotel miał niesamowity klimat, zresztą z tego co zauważyłam, wszystkie budynki na Santorini są bardzo podobne. Zbudowane są według jednego planu, a wszystko to składa się na unikalny charakter wyspy 😊

Co do cen, jest to wyspa (zresztą Mykonos również), gdzie za dobę możemy zapłacić zarówno 5 tysięcy złotych, jak i 100 złotych. Najdrożej jest oczywiście w dwóch największych miastach – Oia i Fira. W restauracjach zapłacimy tyle samo, co w innych europejskich krajach, jednak jedzenie jest tam wprost wyborne – na wyspie znajduje się mnóstwo małych knajpek, dlatego muszą one trzymać poziom, aby zatrzymać klientów. Jestem ogromną zwolenniczką zwiedzania na skuterach, dlatego kiedy udam się tam drugi raz, na pewno nie omieszkam go wypożyczyć. Wychodzi tanio, człowiek jest niezależny, a i co najważniejsze – można się zatrzymać dosłownie wszędzie, co przy greckich widokach ma ogromne znaczenie. Możemy również wypożyczyć samochód, czy też skorzystać z transportu publicznego – z poruszaniem się po wyspie nie ma najmniejszego problemu. Zamieszczam krótki film, ukazujący zabudowanie wyspy.

Pierwszą miejscowością do której udałyśmy się była Fira, stolica wyspy. Już z daleka widok miasteczka robi wrażenie – setki małych, śnieżnobiałych domków zawieszonych na 300metrowym klifie. Nie będzie kłamstwem jeżeli napiszę, że dla osoby miłującej się w estetyce, tak naprawdę każde miasto na Santorini jest dziełem sztuki 😀 Fira słynie ze starego portu znajdującego się u stóp skały, do którego prowadzą dwie drogi – jedna z nich to schody, po których zarówno zejście jak i wejście wymaga sporej kondycji, druga to kolejka. Jeżeli wybieramy wersję pierwszą, zaraz z ‘pomocą’ spieszą nam Grecy razem ze swoimi osiołkami, chętni do użyczenia nam ich jako środka transportu. Wystarczy szybkie spojrzenie w oczy biednego osiołka, aby natychmiast nabrać siły i odwagi do samodzielnego przemierzenia szlaku. Czy warto ? Pewnie, ze warto, niezapomniany widok 😊

Drugim miastem, do którego udałyśmy się kilka razy była Oia, centrum Santorini. Kręte, wąskie uliczki, urocze, małe restauracje oraz malownicza panorama – to chyba nie może się znudzić. Setki luksusowych butików z biżuterią, pamiątkami i markowymi ubraniami, domków wykutych w skale, których architektura – chociaż prosta i skromna – robi ogromne wrażenie. Niektórzy ludzie przylatują na wyspę wyłącznie dla zachodów Słońca i wcale się im nie dziwię 😊 Setki hoteli, w których każdy ma swój prywatny basen – żyć nie umierać, tylko ceny niestety są adekwatne do piękna widoków, rozciągających się z tarasów (uważam, że jednak będąc tam można szarpnąć się na jedną noc z takim luksusem, moje małe marzenie) 😊.

Co mogłabym dodać na temat Santorini ?
Jest to raj dla fotografów. Żałuję, że wtedy nie miałam jeszcze takiej zajawki na fotografię podróżniczą, teraz z pewnością lepiej wykorzystałabym aparat 😊 Na pewno wypożyczyłabym skuter i po prostu podróżowała po całej wyspie, z mapą i plecakiem. Santorini jest małe, długość wyspy wynosi około 18 km, a szerokość od 2 do 6 km – tak więc z przemieszczaniem się nie byłoby żadnych problemów. Miejscowościami, które znalazłyby się na mojej trasie byłyby z pewnością Imerovigli (niesamowite zachody Słońca, które dzielimy wyłącznie z garstką innych osób), Emporio, Pyrgos, Firostefani (małe, bardzo klimatyczne miasteczka, zamieszkane w większości przez samych miejscowych, tak więc zaznamy tam większego spokoju, ciszy i intymności niż w Oia czy Firze), Red Beach (wulkaniczna plaża wśród czerwonych skał) i Port Ammoudi (port znajdujący się u podnóży Oia, gdzie skosztować możemy prawdopodobnie najlepszych owoców morza na całej wyspie). Tak więc w drogę ! Może jest to dobry, tygodniowy plan na majówkę ? 😊

Mykonos

Mykonos – wyspa zwana ‘grecką Ibizą’ oraz ‘niekończącą się imprezą’ i … nie ma w tym ani słowa przesady. Mekka filmowych gwiazd, homoseksualistów oraz dj’ów światowego formatu. Mały, totalnie wyzwolony punkt na mapie świata. Byłyśmy tam pięć dni i zobaczyłyśmy zdecydowanie więcej niż to, co chciałyśmy zobaczyć 😀 Mykonos ma dwie twarze – tą spokojną, cichą za dnia oraz tą dziką, niepokorną w nocy. Naszą bazą wypadową było małe, ale urokliwe miasteczko Elia.

Jednym z najpiękniejszych miejsc na wyspie, a zarazem głównym miastem turystycznym jest stolica wyspy – Mykonos. Charakterystyczne wiatraki – wizytówka Mykonos, restauracje rozciągające się nad brzegiem morza oraz charakterystyczna, oślepiająca biel budynków z wtrąconymi gdzieniegdzie niebieskimi dodatkami – to wszystko składa się na niesamowity klimat tego miejsca. Jeżeli chodzi o noclegi, transport i jedzenie – zasady są takie same, jak na Santorini. Będąc tam kolejny raz z pewnością wynajęłabym skuter, aby przemierzyć wyspę wzdłuż i wszerz.

Nie ukrywam, że na Mykonos ludzie jeżdżą przeważnie po to, aby się zabawić i odpocząć – wyspa ta jest miłym dodatkiem do spokojniejszego i bardziej romantycznego Santorini. Naszym celem również było błogie lenistwo, nic więcej. Najsłynniejsze plaże to Paradise Beach i Super Paradise Beach, na których nagość od samego rana to nie grzech (ach ten wszechobecny brak wstydu i ostentacyjne chwalenie się stuningowanymi ciałami :D). Niestety ilość zdjęć z plaży jest ograniczona – na każdym znajduje się przynajmniej jeden golas 😀 Przy plażach znajdują się kluby m.in. słynne Cavo Paradiso, w których wraz z zachodem Słońca rozpoczynają się dzikie imprezy 😀 Jak ostatnio zauważyłam, na Mykonos bawi się nawet najsłynniejsza trenerka Polek – jest to jedna z jej ulubionych wysp, na których wypoczywa 😊
Czy Polecam ? Jeżeli ktoś nastawia się na imprezowanie, totalny reset i uwielbia tańczyć do rana – jak najbardziej ! 😊

Lefkada

Cisza, spokój i najpiękniejsze greckie widoki, jakie dotychczas widziały moje oczy.

Tylko 20 tysięcy osób zamieszkuje całą wyspę. Liczbę napotkanych przez nas w czasie zwiedzania turystów, mogliśmy zliczyć na palcach obu rąk. Polecam wszystkim tym, którym naprawdę zależy na odpoczynku, z dala od tłumu ludzi, wielkich hoteli za rogiem i głośnej muzyki, dochodzącej z plażowych barów. Pachnie nudą ? Skądże ! Codziennie wypożyczaliśmy skuter lub samochód i bez żadnej mapy objeździliśmy całą wyspę, na miejscu dowiadując się w jakich miasteczkach aktualnie się znajdujemy.

Miasteczka wyglądają jak z bajki – atmosfera w nich jest sielska i rodzinna, nikt się nie śpieszy, każdy zna każdego. Od rana starsi Grecy przesiadują w kawiarenkach popijając kawę, czytając gazety czy grając w szachy. Młodsi, nie spiesząc się, spacerują do swojej pracy. Do dzisiaj mam przed oczami obraz, kiedy zajechaliśmy skuterem do pięknego miasteczka, zatrzymaliśmy się w jego sercu, w małej kawiarence na świeżym powietrzu. Zajęliśmy jeden stolik pod ogromnym drzewem, przy każdym innym siedzieli miejscowi Grecy. Nagle rozmowę przerwał nam śpiew osób – wszyscy (około 80 osób) tak jak siedzieli zaczęli wstawać od stolików, zostawiając na nich wszystkie swoje prywatne rzeczy (!) i ruszyli przed siebie dołączając do konduktu żałobnego, który wyłonił się zza zakrętu i zmierzał w stronę kościoła, znajdującego się na wzgórzu. Właściciele małych sklepików również z nich wyszli i podążyli za żałobnikami. Po krótkim nabożeństwie wszyscy wrócili do swoich stolików i pracy, kontynuując codzienne rytuały. Zrobiło to na mnie duże wrażenie … niesamowita tradycja i okazanie szacunku.

Drogi na Lefkadzie to magia ! Wąskie, asfaltowe, kręte i prawie żadnych innych pojazdów (czasem tylko mijaliśmy furmanki z zaprzęgniętymi mułami czy stada kóz pasących się samopas na wzgórzach) ! Przemierzając cudownie malownicze trasy na skuterze, czułam się jak w jakimś filmie. Góry, lasy, przepaście, bezkresne uprawy winogron, piękne morze coraz to wyłaniające się zza zakrętu. Bajka ! No i co najważniejsze – figi ! Tysiące figowych drzewek rosnących dziko przy drogach, co chwila zatrzymywaliśmy się, aby zerwać i skosztować tych pysznych owoców. Z każdej wycieczki przywoziliśmy również ich całą torbę – do greckiego winka były jak znalazł 😊

Miasteczko Nidri było naszą bazą wypadową, nazwa hotelu to Panos. Na zdjęciach przedstawiony jest widok z naszego balkonu 🙂

Miejscowość ma własną plażę, ale jeżeli porównać ją do kilku innych znajdujących się na wyspie – jest nie za szczególna. Największą atrakcją tej części wyspy jest cotygodniowa impreza na statku, tzw. white party. Oczywiście dowiedzieliśmy się o tym już przed samym wejściem na statek, więc wyróżnialiśmy się na tle innych miejscowych oraz wczasowiczów 😀 Prom wypływa późnym wieczorem i płynie pomiędzy kilkoma wysepkami otaczającymi Lefkadę. Około północy dobija do jednej z pustych plaż, gdzie imprezowicze (na statku alkohol jest dostępny i leje się strumieniami – pomimo tego, że jego ceny wcale nie są najniższe, a basy z głośników wręcz łamią kości) mogą wyskoczyć do wody i dopłynąć do plaży, gdzie dyskoteka trwa nadal. Nieprzygotowani do kąpieli, raz dwa zrzuciliśmy ubrania i wskoczyliśmy do morza 😀 Tak, to była naprawdę dobra impreza 😀

Lefkada to kilometry zapierającej dech w piersiach klifowej linii brzegowej, u której podnóża co chwila wyłaniają się piękne, prawie dziewicze plaże, a turkusowa, przejrzysta woda rozciąga się aż po horyzont. Najpiękniejsze z nich to Porto Katsiki, Egremni, Pefkoulia i Mylos.

To właśnie na Lefkadzie jadłam najlepsze owoce morza w swoim dotychczasowym życiu. Świeże, ledwo co złowione, doskonale przyrządzone. Wspomnienie smaku tamtejszej grillowanej ośmiornicy będzie mi towarzyszyć na pewno baaaaardzo długo. Sardynki, kalmary, małże czy krewetki – mistrzostwo świata ! Jeżeli chodzi o ceny – jest taniej niż na innych greckich, bardziej słynnych wyspach, ale ciągle są to ceny w euro. Za ogromny talerz owoców morza dla dwóch osób zapłacimy 16-20 euro, talerz grillowanego mięsa dla dwóch osób to 16 euro, sałatka grecka 4-5 euro, grillowane kalmary 5 euro, mrożona kawa 2-3 euro, karafka (0,5l) wina 4 euro, tzatziki 2 euro. Są to ceny restauracyjne. Śniadania i kolacje tradycyjnie robiliśmy sobie sami w hotelu (mały miejscowy sklep z tradycyjnymi greckimi wyrobami był niedaleko), aby zaoszczędzić na lepsze obiady i buteleczki wina 😊

Dobra dobra , wszystko super, naj i w ogóle, ale czy są jakieś minusy ? NIE. Cały wyjazd był jednym wielkim plusem. Cisza, spokój, natura, wolność, niezależność, niesamowite widoki, pyszne jedzenie, klimatyczne miasteczka, mili ludzie … czego chcieć więcej ? Dlatego ze szczerego serca polecam wszystkim ten kierunek, czy to majówka, czy wczesne lato lub późna jesień, czy lot czarterowy, czy podróż samochodem, czy wynajęcie pokoju na miejscu czy podróż z biurem podróży … Myślę, że będziecie zachwyceni. Może czasem warto zaryzykować i uniknąć zatłoczonych miejsc z pierwszych stron gazet ? 😊

2 thoughts on “Greece (Santorini, Mykonos, Lefkada)”

  1. Niesamowite widoki 💖 w Grecji bylam 2 razy zupelnie w innych miejscach (Chalkidiki i Kreta) i musze przyznac, ze kazda czesc rozni sie od siebie ogromnie, ale kazda czesc ma w sobie to piękno 💖 Bylam tez na kilku wyspach na swiecie, ale w zyciu nie widzialam piekniejszej od Elafonisi na Krecie 💖

    1. W takim razie coś czuję, że będę musiała wrócić w tamte rejony 🙂 pozdrawiam serdecznie 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.