Thailand

Bangkok – Ao Nang – Krabi – Ko Phi Phi – Phuket

09.2016r.

Tajlandia … baśniowa kraina, której piękno i różnorodność ciężko ubrać w słowa. Majestatyczne pałace, kipiące od złota świątynie, dzikie zwierzęta, nieziemska przyroda, pyszne jedzenie, mili i bezinteresowni ludzie…można wymieniać w nieskończoność. Dla jednych jest miejscem, do którego przybywają, aby wyciszyć się i pomedytować wśród odgłosów tropikalnego lasu, dla innych to miejsce dzikiej zabawy, gdzie bez wstydu mogą puścić wodze swojej bujnej wyobraźni, a przede wszystkim – tuż za rogiem znaleźć spełnienie swoich najskrytszych fantazji.

Jednak dla większości osób – i tu przyznacie mi rację, jest to pierwszy przystanek do skosztowania fascynującej egzotyki, czegoś zupełnie innego niż to, co widzimy na co dzień na ulicach swojego rodzinnego miasta. To było również i moje pierwsze spotkanie z najprawdziwszą Azją, w czystej jej postaci 🙂

W podróż wybrałam się z siódemką znajomych, w przeciągu miesiąca odwiedziliśmy Tajlandię (na którą przeznaczyliśmy dwa tygodnie), Indonezję oraz Malezję.

Po powrocie do domu wysnułam jeden wniosek – dwa tygodnie, miesiąc, a nawet i cztery miesiące to za mało, aby dogłębnie poznać ten kraj i wszystkie jego sekrety. Tajlandia to niekończące się źródło tajemnic. Kiedy uważasz, że widziałeś już i przeżyłeś wszystko, nagle zza zakrętu wyłania się kolejny widok, osoba, zagadka, którą chcesz rozwiązać. Do Tajlandii się nie jeździ, do Tajlandii się wraca. I obiecuję Wam, że jeżeli udacie się tam raz, w głowie będziecie snuć już plan powrotu do tego magicznego kraju.

W czasie naszego pobytu w Tajlandii odwiedziliśmy Bangkok, Ao Nang, Krabi, Ko Phi Phi oraz Phuket.

W poście zawierającym fotorelację z indonezyjskich wysp (link) wspominałam już, że Azja jest bardzo tania. Najdrożej wyniosły nas bilety lotnicze z Warszawy do Bangkoku i z powrotem, ale z tego, co obserwuję teraz, można trafić na naprawdę świetne okazje i kupić bilety już za 1300 zł w dwie strony (dwa lata temu super okazją, z której skorzystaliśmy, było kupno biletów za 1800 zł.).


Do Tajlandii wybraliśmy się we wrześniu. Mimo, że pora deszczowa trwa od czerwca do października, deszcz zbytnio nam nie doskwierał – może pod sam koniec września załapaliśmy się na trzy deszczowe dni. Temperatura oscylowała wokół 27 stopni, a wilgotność jak zwykle nie zawiodła – ubrania mogły schnąć nawet 5 dni.

Jeżeli chodzi o noclegi, spaliśmy w hostelach, hotelach, naszą bazą noclegową były nawet bambusowe domki, które znajdowały się po środku tropikalnego lasu. Były to okolice Ao Nang – małej mieściny znajdującej się na południu Tajlandii. Chociaż nigdy nie bałam się owadów i pająków, to wytrząsanie codziennie rano około 10ciu karaluchów i szczypawek z własnego śpiwora oraz włosów robiło wrażenie 😀 Po takim chrzcie każdego karalucha tratuję już jak swojego ziomka 😀

Co do jedzenia, nie żałowaliśmy sobie niczego, bo wszystko było tanie i … pyszne ! Dużą obiadową porcją, której koszt wynosił 7 zł., można było spokojnie najeść się do syta.

Na początku ciężko było przyzwyczaić się do ostrego smaku (ja nie przepadam), ale po jakimś czasie robiliśmy już zakłady, kto da radę zjeść coraz to ostrzejsze rzeczy 😊 W razie czego można prosić o łagodne przyrządzenie potraw, ale na ile zrozumie to kelner – to nie zależy już od nas 😀

Po Tajlandii przemieszczaliśmy się samolotami, motorówkami, tuk tukami, busami i niezawodnymi skuterami. Ruch jak to w Azji – wiadomo – zero przestrzegania przepisów drogowych, wszyscy pędzą jak wariaci. W 2009 roku zamontowano w Bangkoku kamery na skrzyżowaniach. Po pierwszym tygodniu ich funkcjonowania zarejestrowano ponad 25 tysięcy osób, które przejechały na czerwonym świetle 😀 Byłam świadkiem, jak kierowca tuk tuka przejeżdżając przez ruchliwe skrzyżowanie trzymał stopę na klaksonie bez przerwy trąbiąc, a w między czasie obierał sobie jakieś owoce…nożem. Azja to Azja 😀

Chciałabym przybliżyć Wam ten piękny kraj i zachęcić Was do jego odwiedzenia (a może przywołać u niektórych z Was wspomnienia), dlatego zapraszam na fotorelację, w której przedstawię kilka rzeczy, które moim zdaniem trzeba zobaczyć, doświadczyć i poznać będąc w Tajlandii.

1. Doświadczyć Bangkoku.

“Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit”. Jest to pełna nazwa miasta Bangkok co oznacza : “Miasto aniołów, wielkie miasto i rezydencja świętego klejnotu Indry (Szmaragdowego Buddy), niezdobyte miasto Boga, wielka stolica świata, ozdobiona dziewięcioma bezcennymi kamieniami szlachetnymi, pełne ogromnych pałaców królewskich, równającym niebiańskiemu domowi odrodzonego Boga; miasto, podarowane przez Indrę i zbudowane przez Wiszwakarmana.”.

Tak jak doświadcza się przygód, miłości, radości, smutku, tak po prostu trzeba „doświadczyć” Bangkoku. Tego miasta nie da się „tylko” zobaczyć. Je trzeba „przeżyć”. Pewnie u tych osób, które odwiedziły już to miejsce na samą myśl o spędzonym w nim czasie pojawia się uśmiech na twarzy 😀 Powiem jedno – wszystkie filmy oraz teledyski, których motywem przewodnim jest Bangkok, nie są przekłamane. Z jednej strony ogromne wieżowce i szklane restauracje , z drugiej bieda i mieszkania urządzone w barakach. Pisząc to, mam przed oczami naszą trasę do hostelu, kiedy to nad ranem po imprezowych nocach spędzanych na Khao San Road – najsłynniejszej ulicy w Bangkoku (gdzie noc w noc bogacze potrafią wydać tysiące dolarów na swoje uciechy), wracaliśmy krętymi uliczkami między garażami, w których mieszkały rodziny z kilkorgiem dzieci. Kontrast widać było na każdym kroku.

Bangkok miał być naszą niesamowitą przygodą i … to miasto przerosło nasze oczekiwania. Pięciodniowa dzika impreza przeplatana powolnym, bezstresowym zwiedzaniem najważniejszych miejsc w mieście.

Bangkok to niekończąca się zabawa, gdyby się postarać, to człowiek już po 3 dniach straci rozeznanie pomiędzy dniem a nocą 😀 Tańce na ulicy w środku nocy, delektowanie się pieczonymi skorpionami i larwami owadów, łowienie ryb w miejskich kanałach razem z mieszkańcami o 4tej nad ranem, atak „bezpańskich” papug na środku ogromnego placu, czy w końcu jazda trzyosobowym tuk tukiem w osiem osób lub w bagażnikach taksówek, kiedy jednak kierowca nie zgadza się na wesołą ósemkę wewnątrz auta ? Tu wszystko jest możliwe, Kac Vegas w Bangkoku wysiada 😀 Zapraszam na film, który w wielkim skrócie ukazuje nasz pobyt w mieście, które nigdy nie zasypia 😊

 

*

Będąc w Tajlandii nie mogę pominąć ważnego elementu, jakim jest prostytucja.
Wraz z nadejściem zmierzchu jest ona widoczna i dostępna na wyciągniecie ręki. Mimo, że prostytucja jest nielegalna, można otwierać domy publiczne w “celach turystycznych”.

Dochód z prostytucji stanowi 5% PKB Tajlandii, czyli tyle co w Polsce całe rolnictwo.


Stolicą światowej seksturystyki jest Phuket serce wyspy bije w mieście Patong – jest to słynna ulica Bangla Road, okrzyknięta „nagłośniejszym burd…. świata” – my zobaczyliśmy to na własne oczy, a zainteresowanych odsyłam na youtube. Potwierdzam, to, co dzieje się na ulicach po zapadnięciu zmierzchu wygląda jak jedna, wielka orgia. Gwarantuję – nie ma takiej fantazji, której nie można tam spełnić. Pokazy seksu na żywo, czy znany większości „ping pong” (kobieta umieszcza w otworze rodnym najróżniejsze rzeczy, od zwierząt po żyletki i wypycha to energicznie na zewnątrz ciała) ? Płacisz i masz. Ulice, a po dwóch stronach otwarte kluby, dyskoteki i bary, a na każdym z blatów pani lub pan, który przeistacza się w panią tańczą na rurze. Zaplecza, z których odgłosy słychać jeszcze kilka przecznic dalej. Starzy, obleśni, bogaci panowie z Europy, młodzi chłopcy z Australii, którzy wyrwali się spod opieki mamy, czy biznesmeni, odbywający ważną służbową podróż. A wokół nich zniechęcone i smutne młode Tajki (tak, widać to na pierwszy rzut oka), szarpane i kopane w rogach klubów przez kobiety-dyrektorki (tak, widziałam na własne oczy to, jak starsze panie je delikatnie mówiąc strofują, przywołują do porządku i poprawiają kuse ubrania, a następnie palcem pokazują na mężczyzn, pijących drinki przy barze i każą im ich wabić). W dalszej części tekstu, w podpunkcie o Tajach tłumaczę, że w 90 procentach Tajki są nieletnie, a rodzice zmuszają je do pracy w domach publicznych, aby zapewniły pieniądze i utrzymywały (często jako jedyne) swoją rodzinę.
Na filmie, który umieszczam poniżej już na pierwszy rzut oka widać, że dziewczyny nawet nie potrafią udawać zadowolonych z tego, co robią. Nigdy nie będę nikogo osądzała, każdy niech robi w życiu to, na co ma ochotę, ale odpowiedzcie mi na pytanie, czy to jest jeszcze szeroko pojęte świadczenie usług seksualnych, kiedy każda ze stron świadomie czerpie z tego profity, czy to jest już podłe wykorzystywanie nieletnich, na które każdy przymyka oko ?

*

2. Świątynie, pałace i architektura Bangkoku.

Żeby nie było – najważniejsze miejsca w Bangkoku również odwiedziliśmy. Ogromne wrażenie wywarły na mnie piękne, buddyjskie świątynie (Główna religią w Tajlandii jest buddyzm – wyznaje go 95% mieszkańców), oraz budowle poświęcone królowi.

Zdobienia kapiące od złota, niezliczona liczba posągów buddy oraz obrazów, na których znajduje się podobizna czczonego przez wszystkich króla, są obecne na każdym kroku.


Wielki Pałac, świątynie Wat Po, Wat Arum, Wat Phra Kaew, w której znajduje się figurka Szmaragdowego Buddy, Jim Thompson House czy Lumpini Park, w którym możemy spotkać olbrzymie warany przyzwyczajone do obecności człowieka – to najważniejsze pozycje z listy „must see” w Bangkoku.

Najlepszą z możliwych opcji na zwiedzenie miasta jest podróż łodzią, płynącą przez dziesiątki kanałów, które przedzielają miasto na mniejsze części. W czasie rejsu widzimy, jak bogactwo przeplata się z biedą, jak pomiędzy betonowymi domami bogaczy, w skromnych drewnianych chatach toczy się życie ubogich ludzi. Byłam świadkiem, jak na werandę willi umiejscowionej nad kanałem wkroczył starszy pan, „cały na biało”, a obok w brudnych wodach kanału matka myła czwórkę swoich małych dzieci. Dodam, że 5 metrów dalej z rury kanalizacyjnej cielsko wystawiał ogromny, półtorametrowy jaszczur ( z tym widokiem oswoiłam się dopiero na Sri Lance, gdzie kąpiele w rzekach z jaszczurami były codziennością). Końcowym przystankiem na naszej wodnej trasie był słynny pływający targ, czyli bazar na łodziach – podpływają one do brzegu i wtedy możemy kupić znajdujące się ba nich towary – od owoców, przez drzewka szczęścia, po kolorowe bransoletki.

3. Natura

Natura, jeżeli chodzi o Tajlandię, gra tam pierwsze skrzypce. Parki narodowe, wodospady, bajeczne plaże czy niesamowite zwierzęta ? Tutaj wszystkiego jest pod dostatkiem. Żyjąc przez kilka dni w bambusowych domkach pośrodku lasu mogliśmy doświadczyć jej w pełni.

Podróżowanie łodzią, spływy pontonami i kajakami, krajoznawcze wycieczki organizowane przez miejscowych – do wyboru do koloru. Odwiedzona przez nas wyspa Koh Phi Phi, słynna plaża Railway Beach, czy miejscowość Krabi – na pewno każdy słyszał o tych miejscach. Postanowiłam, że w czasie następnej wizyty w Tajlandii skuszę się na kilka rajskich wysepek, bo podobno niektóre z nich są naprawdę urzekające.

Jak pewnie większość z Was wie, słoń jest narodowym symbolem Tajlandii. Niestety, większość z nich przebywa na farmach, które oferują turystom przejażdżki na słoniach. Omijajcie takie miejsca szerokim łukiem. Jedynym pewnym i sprawdzonym miejscem, zdaniem wielu ludzi, gdzie bez wyrzutów sumienia możemy poobcować z tymi majestatycznymi zwierzętami jest Sanktuarium Słoni w mieście Chiang Mai. Możemy tam nakarmić słonie, a nawet dołączyć do ich kąpieli. To kolejne miejsce, które zamierzam odwiedzić w czasie przyszłej podróży do Tajlandii. Oj, bym zapomniała ! W Azji są już tak pospolite, że nie zwraca się na nie najmniejszej uwagi. Małpy – są wszędzie. Obrzeża miast, chodniki, ulice, stragany. Nie robią krzywdy, a do ich obecności trzeba się po prostu przyzwyczaić.

*

Ciekawostką, o której nie wiedziałam wcześniej jest to, że koty syjamskie pochodzą z Tajlandii. Wiedzieliście o tym ? 😀

4. Jedzenie

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że Tajlandia nie jest stolicą światowej gastroturystyki 😀 Znam osoby, które podróżują tam co najmniej raz w roku, aby po prostu dobrze zjeść 😀
Tajskie jedzenie w większości nie wygląda zbyt zachęcająco, ale uwierzcie mi – azjatycka kuchnia jest najlepszą, jakiej próbowałam w życiu ! Wszystko smakuje tam obłędnie !

Oczywiście podstawą jest stołowanie się w ulicznych knajpach i barach, a wskazówką jest to, że tam, gdzie widzisz największą ilość jedzących Tajów, tam na pewno jest pysznie.

Pad thai, mango sticky rice, thai noodles, chicken satai, prawn soup – na pewno większość z Was słyszała o tych pysznościach.

Jednak moje serce skradły owoce – to w Tajlandii jadłam najlepsze w życiu mango, ananasy, a także spróbowałam czegoś zupełnie nowego, jak smoczy owoc, rambutan, karambola, mangostan, longan, ale królem został oczywiście DURIAN, czyli owoc, który na całym świecie został okrzyknięty „najbardziej śmierdzącym owocem” 😀
Jego zapach większości osób kojarzy się z zapachem zgniłego mięsa. Już z pół kilometra można było wyczuć przydrożne stoisko z durianami. Smak ? Słodkawo-mdły, konsystencja hmm…nigdy nie jadłam czegoś podobnego – coś a la pieczone pianki na ognisku połączone z topiącymi się lodami i wacikami kosmetycznymi – tak, to chyba najlepiej oddający opis konsystencji duriana 😀

durian 🙂

Będąc w Bangkoku nie można pominąć również stoisk ze smażonymi i pieczonymi skorpionami, chrząszczami oraz larwami owadów. Nie powiem, będąc w „ferworze gorącej nocy” łatwiej się przełamać i spróbować czegoś dziwnego 😀 Skorpion miał smak węgla (chociaż węgla nigdy nie jadłam), a tłuste larwy owadów smakowały jak prażynki 😀 Pamiętajcie – najważniejsze jest to, aby nie patrzeć …. im w oczy i nie myśleć o ich wąsikach i nóżkach…mmm pychota 😀

*

5. Ludzie

Tajowie są mili i bardzo się starają, aby każda z osób odwiedzająca ich kraj wyjeżdżała z niego szczęśliwa, a w tym wszystkim nie czuć ani grama fałszu oraz naprzykrzania się. Branża turystyczna przeżywa aktualnie swój rozkwit –śmieje się, że my sami w sporym stopniu się do tego przyczyniliśmy, korzystając prawie codziennie z błogich tajskich masaży, które kosztowały śmieszne pieniądze 😀

Większość z mieszkańców jest uboga, co widać już na pierwszy rzut oka – nie stanowi to jednak problemu, aby podzielić się z nieznajomymi tym, co mają. Pracują od rana do nocy, aby potem oddać się rozrywkom lub po prostu wypocząć w zaciszu swojego domu. Jednym z ich ulubionych sposobów na spędzanie wolnego czasu jest uczestnictwo lub oglądanie na żywo walk Muay thai, który można rzec – jest ich dyscypliną narodową. Mieliśmy zaszczyt uczestniczyć jako widownia w turnieju walk ( późnym wieczorem bus z Ao Nang wywiózł nas gdzieś na przedmieścia, gdzie znajdowała się sporych rozmiarów hala). W turnieju walczyli zarówno mali chłopcy, jak i dorośli mężczyźni. Wrażenie zrobiło na mnie to, z jaką zawziętością i nienawiścią walczyli nawet 9latkowie, dopingowani przez ojców i trenerów, którzy słaniając się na nogach nie odpuszczali. Nokaut gonił nokaut.

*

*

Jednak nie wszyscy w nocy śpią … mam na myśli wspomniane już wcześniej nieletnie dziewczyny świadczące usługi seksualne. Ze swojego rozeznania mogę napisać, że prawie wszystkie „wystawiane” są noc w noc na ulicę przez rodziców, aby mogły zapewnić im środki finansowe na utrzymanie rodziny.

Azjaci… nie, nie zmienię zdania, że póki co, ze wszystkich ludzi, których miałam okazję poznać w czasie podróży są oni najbardziej uprzejmymi, pomocnymi i bezinteresownymi ludźmi na świecie. Nie zmienię zdania, że nikt tak jak oni nie potrafi cieszyć się z małych rzeczy. Wiadomo … Azjata Azjacie nierówny – jednak w całej swej dobroci Indonezyjczycy biją na głowę Tajów. Nikt nie jest święty, ale to w Tajlandii miałam okazję ujrzeć dwie twarze tych samych osób. I gdyby nie odwiedzenie wyspy Phuket oraz doświadczenie prawdziwego życia toczącego się na tajskich wsiach, nigdy nie mogłabym powiedzieć niczego złego na ich temat. Oczywiście nie należy nigdy generalizować, po prostu piszę o tym , co było mi dane odczuć. Niby uważa się, że osoby przyjezdne nie powinny wtrącać się do „kultury” mieszkańców, ale do dziś dnia czuję … nawet ciężko to ubrać w słowa … hmmm lekki niesmak. Tak, niesmak. Ale co kraj to obyczaj – dlatego uważam, że najlepsze podróże to te dłuższe podróże, kiedy możemy poznać mieszkańców oraz ich kraj z różnych stron.

Tajlandia, jako pierwszy tak egzotyczny i odmienny kraj od innych krajów, do których miałam szczęście się do tej pory udać, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Przyroda, zwierzęta, ludzie, jedzenie, świątynie, pałace … do dziś mam wszystko przed oczami. Setki wspomnień z niesamowitymi znajomymi, począwszy od dzikich nocy spędzonych w Bangkoku, kończąc na zasypianiu wśród odgłosów dzikich zwierząt, będąc odgrodzonym od nich zbitymi na krzyż łodygami bambusa – bezcenne.
Z ręką na sercu uważam, że Tajlandia to idealny kraj na pierwsze spotkanie z egzotyką. Sama na pewno tam wrócę, a jeszcze w tym roku zamierzam wysłać tam swoich Rodziców 😊 Polecam, polecam i jeszcze raz polecam ! Potem będziecie mieli już tylko ochotę na więcej 😀

W razie jakichkolwiek pytań, czy chęci podzielenia się własnymi doświadczeniami z tego oto kraju zachęcam do pozostawienia komentarzy lub napisania wiadomości prywatnej 😊
Dziękuję i …. Już zapraszam na fotorelację z kolejnej niesamowitej podróży, która czeka mnie we wrześniu 😊

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.