Madagascar part 2

Nosy Be – Nosy Iranja – Nosy Komba – Nosy Tanikely – Nosy Sakatia
09.2018 r.

Zapraszam na drugą część fotorelacji, w której opowiem parę słów o bezpieczeństwie, chorobach oraz miejscach przez nas odwiedzonych 😊

Według mnie, Madagaskar, a przynajmniej odwiedzone przeze mnie wyspy (bo w sumie mogę wypowiedzieć się tylko w tej kwestii), są miejscami bezpiecznymi. Gdziekolwiek się udałyśmy (byłam tam z Koleżanką – pierwszy wpis), czułam się tak, jakbyśmy były przezroczyste dla miejscowych – było to dziwne uczucie, bo tak jak wspominałam w pierwszym poście, na palcach jednej ręki mogłyśmy policzyć innych „turystów” odwiedzających wyspę.

Nie będę ukrywała, że na początku miałyśmy obawy co do kwestii naszego bezpieczeństwa, szczególnie, że byłyśmy tylko we dwie, bez żadnego mężczyzny, a nie chciałyśmy, aby nasz pobyt ograniczał się tylko do siedzenia w hotelu i wycieczek organizowanych przez biuro podróży. Dodatkowo, cały ten wizerunek Afryki kreowany przez media od naszych najmłodszych lat – Afryka dzika, Afryka zła, Afryka zacofana. Z całą moją miłością, otwartością i ufnością do świata i ludzi (według mnie każda podróż na własną rękę opiera się na zaufaniu do innych ludzi – na pewno przyznacie mi rację), z tyłu głowy tliły mi się te opisane stereotypy. Całe szczęście, że mogę zawsze liczyć na swoje serce i charakter, a tym samym odkrywać prawdę – skończyło się na tym, że każdego dnia wyruszałyśmy rano same w głąb wyspy, a wracałyśmy wieczorem – i nic złego się nie stało, ba, nie było ani jednej sytuacji, w której czułabym się niekomfortowo, czy odczuwałabym zagrożenie. Nikt nas nie zaczepiał, nikt nic od nas nie chciał. Oczywiście, starałyśmy się nie zwracać na siebie zbytnio uwagi – chodziłyśmy ubrane w długie sukienki czy spodnie, nie mówiąc już o szpanowaniu czymkolwiek – po pierwsze, to głupota chwalić się gdziekolwiek drogimi rzeczami, po drugie – nawet takich nie posiadałyśmy 😀 Uwierzcie mi, skromność i szczery uśmiech to najlepsi towarzysze podróży 😊

Osoby przebywające z nami w hotelu dziwiły się i pytały nas, czy nie boimy się tak same podróżować po Nosy Be i między wyspami. Nie! I to nie chodzi o to, że do odważnych świat należy, czy jest ryzyko jest zabawa. Tu chodzi o względną dawkę zaufania do obcych, którą mam w sobie – i mam nadzieję, że nigdy się nie zawiodę 😊 Jednak nie powiem, mężczyzna to mężczyzna i nie ma co tego ukrywać. Czy Madagaskar, czy warszawska Praga – bez znaczenia – towarzystwo mężczyzny podświadomie daje poczucie większego bezpieczeństwa i komfortu. W skrócie – czy Nosy Be jest bezpieczną destynacją dla kobiet ? Tak 😊



Kolejnym aspektem, potwierdzającym moje zdanie, że Nosy Be to idealne miejsce na pierwszy kontakt z Afryką jest to, że na wyspie nie ma malarii ani dżumy, które występują na centralnym Madagaskarze oraz Afryce kontynentalnej. Mimo tego, że włóczyłyśmy się po lasach i zarośniętych roślinnością wioskach, nie przyjmowałyśmy leków przeciwmalarycznych. Są one zalecane, ale na Nosy Be, ani u mieszkańców, ani u osób wracających z tej wyspy nie odnotowano przypadku wystąpienia malarii. Jedyne czego używałyśmy (pomimo tego, że nikt z grupy nie zauważył nigdzie ani jednego komara) to Mugga – w każdą dalszą podróż biorę jedną, najmocniejszą – do kupienia w niektórych aptekach i Decathlonie. Przy wjeździe na teren Madagaskaru nie są wymagane szczepienia, jednak WHO zaleca szczepienia przeciwko żółtej febrze, żółtaczce typu A i B, błonicy, tężcowi i polio. Szczepienia te (oprócz żółtej gorączki) miałam wykonywane dwa lata temu, kiedy udawałam się do Indonezji.

Miejsca przez nas odwiedzone:

Nosy Iranja

Nie będę ukrywała – jest to pierwsze odwiedzone przeze mnie miejsce z kategorii „tropikalny raj”, które tak mnie urzekło. Udałyśmy się tam, wykupując transport łodzią od beach boy’a, który codziennie kręcił się pod hotelową bramą. Umówiłyśmy się z nim nazajutrz o określonej godzinie – podjechał po nas bus (tak, tylko my z gości opuściłyśmy hotel) i ruszyłyśmy do miasteczka Ambatolaka, skąd na Nosy Iranja odpływały łodzie.

Kiedy dopływałyśmy do wyspy i moim oczom ukazał się najpiękniejszy dotychczas widziany przeze mnie kolor wody, kiedy zobaczyłam tą ogromną przestrzeń wypełnioną turkusowo lazurową wodą, białym, sypkim jak mąka piaskiem i soczyście zielonymi palmami – w moich oczach pojawiły się łzy wzruszenia. Tego wszechotaczającego ogromu lazuru, sięgającego aż po horyzont, kiedy stoi się na piasku i jest się wyłącznie obserwatorem nieziemsko pięknej natury – nie da się opowiedzieć, to trzeba zobaczyć. Tak, to miejsce przyćmiło odwiedzone przeze mnie malediwskie plaże. Bajka.



 

Na plaży spędziłyśmy cały dzień, w koszt transportu łodzią wliczony był również pyszny obiad składający się z owoców morza, szaszłyków zrobionych z mięsa zebu oraz warzyw i owoców. No i oczywiście tradycyjnego piwka 😊
Resztę wolnego czasu spędziłyśmy na spacerowaniu po “wyspowej” wiosce, wśród małych domków i ich mieszkańców 🙂

Wracając, kapitan łodzi zabrał nas na jakąś pobliską opuszczoną wysepkę, gdzie wśród drzew żyły dziesiątki lemurów – gatunek rzadko spotykany w innych miejscach na Madagaskarze. W ogóle z lemurami na Madagaskarze jest śmieszna sprawa – niby są dzikie i swobodnie żyją w lasach, a gdziekolwiek wejdziesz i zaczniesz wydawać odgłosy, którymi wabi się lemury – zazwyczaj przychodzą, łase na banany – ich ogromny przysmak 😊

Zawsze chciałam pogłaskać lemura i … udało się 😀 Wisienką na torcie było zobaczenie orki. Tak, orki, a w zasadzie dwójki orek 😀 I wieloryba. Wszystko przypadkiem, w drodze powrotnej na wsypę Nosy Be. W tamtych rejonach można bez problemu je napotkać, organizowane są specjalne wycieczki za miliony monet, aby móc je zobaczyć. My miałyśmy cały spektakl za darmo. Magia 😊

 

Na Nosy Be i pobliskich wyspach nie napotkasz śmieci – każda rzecz jest tam przetwarzana i wykorzystywana w 100 procentach. Najszybciej przychodzący mi do głowy przykład ? Szklane butelki – na wyspie nie zobaczysz plastiku, a jeżeli pojawia się, to jest ponownie myty i używany kolejny raz.

Hell Ville

Stolicą Nosy Be jest miejscowość o wdzięcznej nazwie Hell Ville – co jak się okazało, idealnie oddaje klimat tego miejsca 😀 Gwar, tłok, spaliny wżerające się w mózg, gorąca muzyka z tańcami, krzyki, setki ludzi, zero zasad drogowych, manifestacje, tuk tuki, skutery z 5cio osobową załogą, ludzie chodzący bez butów, surowe mięso zebu zwisające z przydrożnych haków … kwintesencja Madagaskaru 😀 Do Hell Ville udałyśmy się tuk tukiem – godzinna podróż przez całą wyspę tym środkiem transportu pozwoliła nam zobaczyć w jakich warunkach żyją mieszkańcy w głębi wyspy.

Celem naszej podróży był Park, w którym można spotkać wiele różnych gatunków zwierząt – lemurów, żółwi, ptaków, kameleonów, które nie są zamknięte w klatkach ani w zagrodach – przemieszczają się swobodnie po terenie, tak zwanego rezerwatu. Jeżeli wykażą dobrą wolę w naszym stosunku – możemy je nawet dotknąć czy pokarmić 😊

Nosy Komba, Nosy Tanikely, Nosy Sakatia

Jeżeli zawitacie na Nosy Be, koniecznie polecam łączoną wycieczkę na trzy wyspy 😊Wyprawa trwa cały dzień, w cenie zawiera transport łodzią oraz obiad złożony z lokalnych dań. Pierwsza wyspą, do której dopłynęłyśmy, była Nosy Komba, zwana wyspą lemurów. To w jej lasach możemy spotkać wiele różnych gatunków tych zwierzątek. Miejsce to jest znane również z tego, że żyje tam wiele żółwi przemieszczających się swobodnie po całej wyspie.
Można je spotkać wszędzie – dosłownie plączą się pod nogami 😁 Niektórzy ludzie budują im otwarte zagrody przy swoich domach i dokarmiają w czasie suszy. Dotychczas nie widziałam żółwi chodzących samopas po lasach, polach i wsiach. Kiedy podczas naszego spaceru napotkałam jednego osobnika na środku ścieżki i podniosłam go, aby nikt na niego nie wszedł, rozejrzałam się i zapytałam ludzi idących obok gdzie go odstawić, gdzie jest jego miejsce, skąd się wydostał, a oni odpowiedzieli – gdzie tylko chcesz, to dopiero wtedy dotarło do mnie w jak dzikim i pięknym miejscu się znajduję 🙂

Drugą odwiedzoną przez nas wyspą była Nosy Tanikely – zwana wyspą żółwi. To tutaj miałyśmy możliwość snurklowania wśród rafy koralowej – niestety, nie miałyśmy tyle szczęścia, aby zobaczyć żółwie (zaglądałyśmy razem z panem, który był naszym wodnym przewodnikiem do wszystkich zamieszkałych przez nie baz :D)– a są podobno ogromne – mają przeciętnie metr długości. Pewnie popłynęły na jedzonko, marzenie pływania z żółwiami ciągle przede mną 😀

Trzecią wyspą była Nosy Sakatia, gdzie udałyśmy się na pyszny, pokaźny obiadek składający się z różnych dań oraz miałyśmy czas na chwilę lenistwa. Samotny relaks nie trwał długo, bo już po godzinie na horyzoncie spostrzegłyśmy panie Malgaszki nadciągające do nas ze swoimi przenośnymi straganami oraz pana od kokosów. Ze wszystkimi, jak to w Azji i Afryce przystało, dobiłyśmy korzystnego targu i już do końca wyjazdu nie musiałyśmy martwić się o pamiątki dla naszych bliskich 😊


Ambatolaka i Dzamandżar

Ambatolaka i Dżamandżar to dwa malutkie miasteczka, mieszczące się niedaleko naszego hotelu. Aby do nich dotrzeć, musiałyśmy zamówić tuk tuka, który zabierał nas spod hotelowej bramy. Miejscowość Ambatolaka to baza wypadowa na okoliczne wyspy – jest to mały porcik, skąd kursują motorówki. Miejscowości wyglądają podobnie – dwie główne ulice na krzyż plus liczne, wąskie odgałęzienia dróg prowadzące prosto do domów Malgaszy. Życie w miasteczkach skupia się wokół głównych ulic – to przy nich kobiety i mężczyźni rozstawiają stragany, to przy nich dzieci spędzają czas od rana do wieczora, to przy nich młode kobiety czekają na bogatych Francuzów i Włochów, to przy nich toczy się codzienność. Gwar, śmiech, duchota i brak pośpiechu – ot, kwintesencja życia w malgaskim mieście.

To właśnie w Dżamandżarze funkcjonuje targ, gdzie można kupić przede wszystkim pożywienie – od żywych kur zamkniętych w wiklinowych koszach, przez oblepione muchami ryby, po nadgniłe mięso, w którym zalęgły się już larwy owadów – tak, tam wszystko jest na sprzedaż i nic się nie marnuje 😊 W miasteczkach zakupiłyśmy naczelny trunek Madagaskaru – rum. Jest on tam pity od rana do wieczora, a wachlarz smakowy jest naprawdę pokaźny 😊

Afryka … to inny wymiar. Bycie tam jest jak wejście do telewizora w trakcie programu National Geographic i uczestniczenie, bycie świadkiem tych wszystkich egzotycznych i odległych przygód, wydarzeń, obrazów… Moim zdaniem, Madagaskar, a w szczególności wyspa Nosy Be (ze względu na bezpieczeństwo i podróżowanie po niej, opisywane przeze mnie powyżej) to idealny kierunek dla tych, którzy tak jak ja rozpoczynają swoją przygodę z Czarnym Lądem. Mówi się, że do Afryki wraca się po więcej. I na pewno to zrobię ! 😊

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam zimą na wpis z … niech kolejny wyjazd zostanie jeszcze tajemnicą 😊

2 thoughts on “Madagascar part 2”

  1. Czy mogłabys napisać czy szczepilas się przed wyjazdem, a jeśli tak to na co? I co uważasz o wyjeździe kobiety w 5 mcu ciąży?

    1. Witam 🙂 Ja szczepiłam się dwa lata wcześniej, przed wyjazdem do Tajlandii. Szczepiłam się na wzw A, błonica + tężec + polio oraz dur brzuszny, więc te szczepienia były aktualne, jeżeli chodzi o Madagaskar. Aktualnie wiemy, że 2 trymestr ciąży jest najbardziej odpowiedni na podróże, ale jednak odradzałabym dalekie podróże w tropikalne kraje mimo wszystko – konieczność dodatkowego zabezpieczenia się przed chorobami, np. używania Muggi w celu ochrony przed insektami (jest napisane, żeby nie używać jej w 1 trymestrze, a potem nie większą moc niż 30 deet, ale … nikt nie zagwarantuje jak organizm Mamy zareaguje na takie bądź co bądź chemiczne środki). Tak samo ze szczepionkami, nawet te inaktywowane muszą być rozpatrzone indywidualnie co do każdej ciężarnej. Radziłabym udać się do ginekologa, który powinien wysłać Panią do poradni medycyny tropikalnej, tam na pewno udzielą Pani rzetelnej i wyczerpującej odpowiedzi (jednak nie później niż na dwa miesiące przed wylotem – czas na zadziałanie szczepień). Ogólnie jestem tego zdania, że ciąża to cudowny czas i jeżeli istnieje jakiś wewnętrzny niepokój, jeden procent ryzyka czy jakakolwiek obawa, warto przełożyć swoje marzenia, albo zmienić kierunek na bliższy i bezpieczniejszy 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.