Lithuania part 1

Nida – Wilno

Majówka cieszy każdego – nawet bardzo. Przez 6 ostatnich lat cieszyła również mnie – tyle wolnych dni na nadrabianie i powtórkę materiału na kolokwia zaplanowane tuż po długim weekendzie (zero ironii, człowiek naprawdę cieszył się, że ma więcej czasu na przytłaczający ogrom nauki – pozdrawiam studentów lekarskiego) 😁 Ale w tym roku basta ! Wybraliśmy się na mini wczasy – kierunek Litwa 😊

Na Litwie (Wilno i Troki) byłam raz, kiedy byłam dzieckiem, ale mało pamiętam z tego wyjazdu. Tym razem wraz z Narzeczonym i Siostrą postanowiliśmy udać się nad litewskie morze, do pięknej (naprawdę, od teraz to według mnie najpiękniejsza nadmorska mieścina, jaką widziały moje oczy) miejscowości Nida oraz zwiedzić Wilno szlakiem innym, niż wycieczkowo-kościelno-starówkowy 🙂 Majówka udała się wyśmienicie 😊

Zapraszam na spacer po Nidzie, a za kilka dni – Wilno 😊

Dla nas, młodych Polaków, którzy są „na swoim” wszędzie tam, gdzie jest euro (póki nie zmienią się nasze wynagrodzenia), zawsze będzie drogo. Nie wiem czy wiecie, ale jeżeli chodzi o Litwinów, to codziennie do Suwałk i Białegostoku kursują „zakupowe” autokary – o wiele bardziej opłaca się im robić zakupy w Polsce niż u siebie. Tradycyjnie śniadaniowo- kolacyjne wyjazdowe zakupy zrobiliśmy przed wyjazdem, pieczywo, owoce, alkohol, obiady i słodycze kupowaliśmy na miejscu. W podróż pojechaliśmy autem.

Nie oszczędzaliśmy na kwaterach, ponieważ wpadły nam w oko (i tak jak na majówkę nie były to wygórowane ceny, ale tak, noclegi można znaleźć taniej). W Nidzie spaliśmy w pięknym pensjonacie Vila Gija (Booking), natomiast w Wilnie w Yellow Brick Studio (Airbnb).

Nasz pensjonat w Nidzie 🙂

W koszt podróży weszły również bilety wstępu na Mierzeję Kurońską (jadąc do Nidy trzeba przeprawić się promem – 13 euro od auta za przepłynięcie w dwie strony plus wstęp do Parku Narodowego, gdzie położona jest Nida – 5 euro) oraz bilety wstępu do obiektów znajdujących się w Wilnie (Muzeum Iluzji – 11 euro). Ogólnie, za 4 dni pobytu na Litwie zapłaciliśmy łącznie (noclegi, paliwo, jedzenie, bilety) ok. 800 zł od osoby. Tak jak wspominałam – można zaoszczędzić na noclegach, na reszcie nie bardzo (zapłacić za zwykły obiad 60 zł – codzienność).

NIDA

Nie przesadzę, jeżeli powiem, że Nida podbiła nasze serca. Miasteczko, położone między Morzem Bałtyckim a Zalewem Kurońskim wygląda tak, jakby powstało na czyjeś zamówienie. Każdy szczegół, czy to dom, czy płot, czy dekoracje podwórek – wszystko do siebie pasuje i tworzy jedną, spójną, piękną całość. Bordowe ściany domów, niebieskie okiennice i balkony oraz dachy porośnięte zielonym mchem to znaki szczególne Nidy. Architekci krajobrazu i esteci wzruszyliby się na widok tego miejsca 😀 Miasteczko jest nieduże, posiada kilka restauracji i miejsc na większe imprezy, a brzeg znajdujący się nad Zalewem Kurońskim z tym nadmorskim dzieli półgodzinny spacer. Co najbardziej nas urzekło? Będziemy nudni, ale tak – mało turystów. Prawie wszędzie mogliśmy cieszyć się ciszą i naturą „na wyłączność”.

Nida stanowi kurort dla bogatych Rosjan, Niemców i Litwinów – w okresie wakacyjnym ceny idą niemiłosiernie w górę, a miejscowość staje się modnym miejscem na mapie Litwy. Tak więc kolejny raz potwierdza się reguła – jak po Europie, to tylko poza sezonem.

Nida = Park Narodowy Mierzei Kurońskiej = ogromne wydmy. Zrobiły one na nas niesamowite wrażenie. Kiedy dostaniemy się już drewnianymi schodami na pierwszą z wydm – wejście od strony Nidy, szlak pieszy (można wejść na nie również z drugiej strony, przyjeżdżając samochodem i zostawiając go na parkingu – opcja dla rodzin z małymi dziećmi) warto zboczyć trochę ze szlaku i udać się w lewą stronę – wtedy całą „piaskownicę” mamy wyłącznie dla siebie i możemy hasać ile nam się tylko podoba (spokojnie, jest to legalne) 😀 Krajobraz widziany z góry przypominał mi obrazy z „Króla lwa” 😀 Po kilku godzinkach słodkiego lenistwa na jednej z wydm udaliśmy się na spacer między nimi – w tym celu należy wrócić na szlak i zejść nim w dół do parkingu, a następnie udać się w lewo. Cały spacer między wydmami zajął nam 2 godzinki (skończył się powrotem wzdłuż plaży do Nidy), a widoki były po prostu nieziemskie 😊

Wpuścić dziecko do piaskownicy 😀

Nida to również piękna, ciągnąca się kilometrami plaża oraz majestatyczne morze. Z miasteczka nad morze prowadzi brukowana, leśna ścieżka, a cały spacer trwa pół godzinki. Jako, że jestem rodowitą gdańszczanką miłość do morza wpojono mi z pierwszym wciągnięciem trójmiastowego nadmorskiego jodu 😀 A jak się coś kocha, to trudno to piękno ubrać w słowa. Dlatego zostawię Was tutaj ze zdjęciami 😊

Nieodłącznym elementem nadmorskich mieścinek jest jedzenie. W Nidzie zastaniemy kilka restauracji, które oferują naprawdę dobrą rybę. Jako, że zbytnią fanką ryb jednak nie jestem, jadłam różnorodnie. Ogólnie – żadne z naszej trójki nie narzekało ani razu na swoje danie 😊

Jestem pewna, że wrócimy do Nidy. Nie raz i nie dwa. Sami lub z dzieciaczkami, bo to miejsce z bardzo dobrą infrastrukturą, jeżeli chodzi o rodziny z dziećmi. Miejscowość jest spokojna i urocza. Tak, urocza to dobre słowo. Bardzo polecam – poza sezonem szczególnie tym osobom, które chcą na chwilę wyrwać się z pracy i pooddychać świeżym, nadmorskim powietrzem oraz poobcować z niesamowitą naturą sam na sam, a w trakcie sezonu – wszystkim, którzy chcą spędzić urlop w pięknym miejscu 🙂

Na drugą część podróży po Litwie zapraszam za kilka dni 😊

Leave a Reply

Your email address will not be published.